Przystanek Warszawa

Ruszamy. Nic się o nas nie martwcie (jeśli przez głowę przeszło wam się martwić). Spójrzcie tylko ile aniołów stróżów zabrałem ze sobą na podróż!

001a06

Pierwszy przystanek. Warszawa. W bajkach zawsze na początku główni bohaterowie dostają po dupie, tak i u nas nie może zacząć się za pięknie, czyli stolica wita nas niezbyt przyjazną aurą pogodową. Taki już nasz los, z deszczu pod rynnę, z Aberdeen do Warszawy. Przywykliśmy. Nie będziemy narzekać. Mamy water-proof’y.

001b001

001b002

001b035

Gdy pada to dzieci się nudzą, no chyba, że mają Centrum Nauki Kopernik pod nosem. Najwidoczniej w stolicy tak się robi – pada to pogońmy do Kopernika dzieciaki. Wielki Automat przy wejściu zdaje się pomału mieć tego dość i składa palce w gest, który niebawem pokaże dzieciakom, co też on o tych wszystkich odwiedzinach sobie kalkuluje.

001b003

001b004

001b005

Olaboga. Miniony są wszędzie. Biegają pod nogami, wciskając i pociągając za wszystko co tylko się da. A nawet za to co się nie da. W tym wielkim przedszkolu, co trzeci obiekt jest z wywieszką: “chwilowo nie działam”, a jeśli ktoś chce zobaczyć jak trudno jest zaprojektować urządzenie idiot-proof to Kopernik jest miejscem dla niego! (zanim ktoś nas podkabluje do rzecznika praw dziecka deklaruję: kochamy dzieci).

001b006

Z innych mądrości Pana Robota: “Jak pada to spadaj pod dach, a najlepiej do muzeów.” Zatem dostajecie krótki przewodnik po warszawkich muzeach. Na zachętę Zachęta. 🙂 Szczęście nas nie opuszcza, czyli nie trafiamy na żadną ciekawą wystawę, a w samej galerii najlepszy rzecz to… lustra i neon przy szatniach.

001b007

001b008

Następnie trafiliśmy do PraGalerii na PraDze, o której istnieniu dowiedzieliśmy się z teleekspresu. 🙂 Że taka galeria istnieje to nieważne. Ważne jakie obrazy tam wiszą (tzn pewnie już nie wiszą, ale wisiały jak my tam byliśmy). Jak ktoś nie zna to polecamy Pana Jakuba Różalskiego. Wstawiam dwa zdjęcia – jak komuś się spodoba to wyszuka sobie więcej. Obrazy można zakupić – taki duży nad kominek 3500złociszy.

001b009

001b012

Dalej Muzeum Powstania Warszawskiego. Ciemno, mało eksponatów, największa atrakcja – ok. 2minutowy filmik pokazujący zniszczone miasto. Zdjęć naszych brak. Warto dla atmosfery, nie spodziewajcie się, że dowiecie się czegoś nowego, jeśli w miarę ogarniacie historię.

Następne na liście Muzeum Historii Żydów. Tutaj tak jak lubię, zachowana chronologia, ładnie, nowocześnie, każdy znajdzie coś dla siebie. Podpowiedź: audioprzewodnik nie potrzebny, opisy są OK, a on właściwie często czyta, co w salach napisane.

001b021

001b022

001b023

001b024

001b025

Zmierzamy do kolejnego punktu wycieczki. Tym razem nie muzeum, a pomnik na miarę naszych współczesnych możliwości. Nie za często ma się okazję zobaczyć, gdzie też może 2mld naszych złotówek wylądować. Otóż w pięknaj betonowo-metalowej konsstrukcyji zwanej Stadion Narodowy. Nasz rząd zaszalał to i my też – wzieliśmy wycieczkę Eksluzywną! 25pln-ów/os. Warto było – fajna wycieczka. Polecamy.

001b013

001b014

001b015

001b016

001b018

001b020

Zmierzamy do końca. Był pomnik współczesności. Nie możemy pominąć pomnika poprzedniej epoki. Dar Stalina dla naszego narodu. Cud architektury z tarasem widokowym.

001b026

001b027

001b028

001b029

To trzeba zobaczyć – nie tyle dla widoków, co głównie dla samego wnętrza i ludzi tam zatrudionych. Jak pomnik komuny to na całego, łącznie z personelem. Polecamy zwłaszcza Panią z Windy, której praca polega na wciskaniu przycisku 30 i 0 piętra; Pana Ochroniarza, któremu nie chce się nawet otwierać ust, by odpowiedzieć coś nachalnemu turyście, no i Pracowników kas za tą wywieszkę:

001b030

No i to już wszystko. 2 dni zleciały, dużo deszczu spadło, a nam pora na Polski Bus do Wilna. Dziękujemy Michałowi i Paulinie za przechowanie nas w ich mikro kawalerce. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze pozwolą nam kupić sobie broń do walki z Zielonymi Ludzikami na Ukrainie.

Na zakończenie kącik kulinarny, czyli o restauracji na Pradze, zwanej Szynk Praski, której trochę się baliśmy, bo na Pradze jakoś dużo typów spod ciemnej gwiazdy w bramach stoi, a sama jadłodajnia podejrzanie pusta była, ale widok dużej kucharki, gadającej po ukraińsku mnie uspokoił. Ta Pani wyglądała na kogoś kto umie gotować – może niekoniecznie po warszawsku, ale zawsze… Tak czy owak dostałem pyzy po prasku. W słoiku. Dziwaki na tej Pradze. I tak trzeba wszystkie pyzy ze słoika na talerz wyciągać.

001b031

001b033

001b034

001b032

Aha dodam, że jechaliśmy drugą linią metra. Szał. To tyle ze Stolycy. Oddaje głos do studia.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *