Rila senno-deszczowy monastyr

Ponownie w górach. Tym razem w Rila (Riła jak kto woli). Właściwie jesteśmy pośród gór, w rilskim monastyrze. Mnisi zawsze wynajdą sobie dobrą miejscówkę na siedzibę. Niby na zadupiu, ale zawsze musi to być ładne zadupie. Okazuje się, że nie inaczej jest w przypadku bułgarskich mnichów. Żyją sobie już od tysiąca lat w tym wielce malowniczym miejscu, choć sam klasztor w obecnej postaci został zbudowany dopiero w XIXw.. Za tureckim przyzwoleniem, bo to jeszcze za czasów Imperium Ottomańskiego było. Całkiem im się udał ten monastyr, wpisano go na listę unesco i jest współcześnie atrakcją na turystycznej mapie Bułgarii. Prócz tego stanowi też bazę wypadową dla turystów wysokopiennych. Chcieliśmy i my pochodzić po górach, zwłaszcza Xavier, australijczyk z urodzenia, meksykańczyk z wyglądu, który zabrał się z nami. Z naturą jednak nie wygrasz. Popatrzcie sami.

018a002

018a001

018a003

018a004

Zaraz po naszym przyjeździe, niebo się otworzyło i zamknąć nie bardzo chciało. Żyć jakoś trzeba.

018a005

018a006

018a007

Przyszło nam ograniczyć chodzenie i zwiedzanie tylko do monastyru, pozostając głównie pod dachem.

018a009

018a010

018a011

018a014

Po niezmierzonym czasie spędzonym na pogawędkach australijsko-meksykańsko-polskich, po tym jak już niebiosa dobitnie pokazały nam, kto tu rządzi w okolicy, po tam jak już zrezygnowaliśmy z wszelakich spacerów, po tym wszystkim wreszcie się przejaśniło.

018a013

Zrobiło się na tyle ładnie, że nawet mogliśmy sobie posiedzieć na zewnątrz w pobliskiej ristorante.

018a015

018a016

018a017

Siedzimy sobie do późna i pijemy bułgarskie wino, nic a nic nie przejmując się łapaniem marszrutki (busa) i powrotem do cywilizacji. Nie zwariowaliśmy, zapewniam, tylko wpadliśmy na pomysł dość dziwaczny – będziemy sobie nocować u mnichów. Warunki polowe, jest wyrko, są koce, brak prysznica, w co drugiej celi Jezus namalowany na ścianie, łypie na bezbożników swoimi namalowanymi oczami 24h na dobę. Te wszystkie super atrakcje mozna dostać po złożeniu dotacji (przymusowej) 20lew na kościół, wypełnieniu formularza, posłaniu kilka uśmiechów do Pana Mnicha-Klucznika i już. Dostaje się klucz do pokoju. Dopijamy wino i oddajemy się pomału w objęcią Morfeusza, choć nie wiem czy w prawosławnym klasztorze to jest takie do końca dozwolone.

018u001

Następnego dnia, natchnieni nowym duchem, gotowi na nowe przygody, pakujemy się w pierwszą poranną marszrutkę, i jedziemy. Potem jeszcze 2 inne marszrutki i jesteśmy w krainie bułgarskiego wina i piaskowych górek. I monastyr też będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *