Kabak rajska dolina

Nie będę owijał w bawełnę – jak szukacie raju na Ziemi to najbliższy znaleziony przez nas to Kabak w Turcji. Po naszych nieszczęśliwych spotkaniach z Morzem Czarnym, na Ukrainie i w Bułgarii, poszukiwanie plaż przenieśliśmy nad inne morze. Ono ma chyba jakąś osobną nazwę, ale dla mnie ten cały duży akwen między Europą i Afryką jest Morzem Śródziemnym. No i dotarliśmy do Kabak. Po drodze trzeba przejechać przez Fathiye i kilka pomniejszych miejscowości opanowanych przez turystów z Brytani. Kto zna to wie jak to wygląda, a jak ktoś nie widział wypoczywających brytoli, to niech uwierzy mi na słowo. Delikatnie rzecz ujmując widok nie jest za ciekawy. Sypialnia, restauracja, bar, leżak nad basenem, bar, leżak, bar, leżak, restauracja, bar, sypialnia – tak w skrócie wygląda pobyt synów Albionu na wczasach. Na nasze szczęście zostawiamy to wszystko za plecami, busik gramoli się pod górę i dojeżdza do ostatatniego przystanku – Dolina Kabak.

025a002

025a003

W dolince znajduje się kilkanaście kampingów, gdzie można rozbić namioty, oraz zatrzymać się w małych bunglow (na co zresztą decyduje się większość przyjezdnych). My wybieramy Full Moon Camp, jeden z nielicznych, który jest na zboczu, a nie w samej dolinie.

025a033

025a004

025a034

Przyjechaliśmy tu wypocząc, więc pora na plaże. Krótki spacer w dół, i będzie Plaża Kabak.

025a032

025a008

025a009

025a010

025a012

025a011

Odkrywamy jedyny minus naszego kampingu – powrót z plaży to 20minutowa wspinaczka, w palącym słońcu.  Jak to mówią: nie można mieć wszystkiego.

025a013

Kabak wciąż jest miejscem stosunkowo mało turystycznym, przyjeżdzają tu głównie hipisi, i inne giki, szukające spokoju. Jakieś tam jednak udogodnienia dla wczasowiczów są dostępne. Turcy to wszak przedsiębiorczy naród. Jest jedna jadłodajnia, są toalety, można wynająć kajaki, i taxi-łodź. Można sobie pochmurny dzień uratować.

025a014

025a015

025a016

025a019

025a017

025a020

025a024

025a026

Z innych atrakcji można przejść się na drugą stronę doliny – do małych wodospadzików. Tylko trzeba pamiętać, by nie robić tego w środku dnia. Jak ktoś nie pamięta, albo ma nierówno pod sufitem, to potem wylewa z siebie wiadro potu jak my. Gdzie wodospad, tam i oczko wodne. Gdzie oczko, tam można dać nura, i o ile nie zejdzie się z tego świata, przez szok termiczny, to można cieszyć się kąpielą w zimnej, źródlanej wodzie.

025a028

025a029

025a031

025a030

A to już Kabak o zachodzie słońca. Tuż przed kolacją takie pejzaże mogliśmy podziwiać z tarasu naszego kampingu. Warto było cierpieć, każdego dnia prawie umierać na ścieżce z plaży, dla tych widoków. No i dla kolacji, które zawsze były po zachodzie słońca.

025a007

025a005

025a001

Kabak rozleniwia, czas płynie inaczej, i chciałoby się zostać jeszcze kilka dni, ale boję się, że kilka mogłoby szybko stać się kilkunastoma, lub kilkudziesięcioma. Albo rokiem całym. Rajski urok rzucony na biednych ludzi, którzy ze słońcem, morzem i dobrą pogodą nie mieli za dużo do czynienia w ostatnich latach. Pozdrawiamy kochaną Szkocję! Czas nam jednak w drogę. Z żalem opuszczamy Kabak. Jeszcze tu wrócimy! Tymczasem nasze następne przystanki: Antalia, gdzie jest ładna zatoczka, i chyba nic poza tym, oraz Konya, gdzie zobaczymy wariackie tańce derwiszy, i nic poza tym. Do zobaczenia.

3 komentarze

  1. Nie powiem- pewnie wielu chętnie by tam pojechało / ja pierwsza/ i nie dziwię się.Widoczki super i wyobrażam sobie zapach ,smak potraw -wyjątkowe miejsce by człowieka rozleniwić.Dzięki żeście się pozbierali.No i jeszcze ci hipisi…!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *