Mestia Kaukaz, Lodowiec i Pooland

Łączymy siły z Łukaszem i jedziemy do Mestii. Łukasz miał jechać do Iranu, ale nie dostał wizy w ‘magicznym konsulacie’ w Trabzonie. Dla tych, co nie wiedzą – irański konsul z Trabzonu zwykł dawać Polakom wizy ‘od ręki’, ale uległo to zmianie (pewnie zmienił się konsul), i podlegamy teraz tym samym procedurom co reszta narodów. Tak więc, jedziemy samotrzeć, do krain kaukazkich. Najpierw taksówką do Zugdidi, z szalonym kierowcom, który naraża na śmierć kilkanaście krów i świniaków, i 3 Polaków, i samego siebie. Wszystko mu można wybaczyć, gdy zobaczy się jego iskierkę wariata w oku i czarujący uśmiech połowozębny. W Zugdidi przesiadka do marszrutki, wypełnionej turystami, a tak konkretnie, to w połowie naszymi rodakami. Kilka godzin krętych dróg, głównie pod górę, z narażeniem życia kolejnych stworzeń domowych i stworzeń marszrutkowych i docieramy do Mestii.

030a002

030a003

030a001

Nie mogło być inaczej – gruzińska fantazja architektoniczna dotarła i tutaj. Budynek Policji (chyba), posąg Gruzinki Królowej Sławnej Wielce na Koniu, i budynek Lotniska. Enjoy.

030a004

030b001

030b008

Meldujemy się w guest housie u Nino Ratiani (całkiem w porządku, dużo obcokrajowców, dobre jedzienie, choć z czasem monotonne, wifi hula). Nie tracąc czasu, zwłaszcza, że pogoda sprzyja, ruszamy, prawie, skoro świt na pierwszą wycieczkę – pod lodowiec. Za naszymi plecami Mestia.

030a006

030a007

W Mestii mają Punkt Informacji Turystycznej. Personel nie jest jakoś specjalnie przeszkolony, czy entuzjastycznie nastawiony, ale mapki mają super. I za darmo, i ładne, A3, kolor, pełen wypas. W dodatku chyba na wszystkie możliwe trasy w okolicy. Idziemy zatem jak po sznurku, wzdłuż lotniska, i już po jakimś czasie (1-2h) dostrzegamy cel naszej wycieczki.

030a008

Po jakiś 2-2.5h docieramy do mostu. My, jak prawdziwi herosi, idziemy pieszo cała trasę, ale jak widać, mało kto jest tak odważny. Turyści do tego punktu masowo dojeżdzają taksówkami. Pewnie jechaliby i dalej, ale auta nie mieszczą się na mostku.

030a009

030a010

030a012

Tuż za mostkiem zaczyna się podejście w górę, lasek i trasa wzdłuż strumienia, o wodzie tak lodowatej, że aż promienującej zimnem. Woda z lodowaca ma się rozumieć.

030a013

030a014

A oto i bohaterowie.

030a016

030a017

030b003

Zbudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu. Czy coś takiego.

030b005

030a019

Zaczyna się odcinek kamienisty. Ostatnie oznaki rozumnego życia. Wyżej idą już tylko człowieki.

030b007

030a021

Stąpamy już po lodowcu, choć pokrytym wartwą kamieni. Na bocznych ścianach widać poziom, do którego lodowiec sięgał dawno temu w czasach, gdy brykały tu sobie mamuty. Imponujące.

030a025

Oto i on – Lodowiec Chaladi.

030a022

030a024

Lodowiec i My.

030a026

030a027

Pamiątkowe zdjęcie. Przerwa na lizanie lodowca i lancz, i nie mamy wyjścia – trzeba ruszać w dół. Kolejne 4h powrotu tą samą drogą, którą przybyliśmy przemilczę. Było fajnie, ale pod sam koniec nogi mocno właziły do pupy.

Następnego dnia umówiony Gruzin, i jego Ford Transit, zabierają nas do Uszguli. Podobno najwyżej położona osada ludzka w Europie. 2h trzęsawki na wyboistej drodze, gdzie maksymalna prędkość to 10-20km/h. Jesteśmy na tyle fajni, że dołącza do nas Włoch Michael, i powiedziałbym: w kupie raźniej. Ale w złą godzinę to wypowiedziałem. O czym w Uszguli łatwo się przekonać.

030a047

030a034

030a037

030a038

030b012

Uszguli, mimo pochmurnego nieba, prezentuje się bardzo ładnie. Sympatyczna, odcięta od świata wioseczka. Pięknie tutaj, ale…

030a031

030a036

030a039

…ale przechadzka uliczkami wioski to spore wyzwanie. W Mestii jest dużo kup, ale Uszguli pobiło rekord. Krowie placki leżą wszędzie – istny Poo-land! Kupy, a jak kupy to i muchy. Jak kupy i muchy, to i smród. Każdy pewnie wdepnął, nikt się nie przyznał.

030a041

030a042

030a040

Wieże są obronne – to nie dziwi. Zaskakujące jest to, że nie do obrony przed najeźdzcami służyły, tylko przed sąsiadnimi rodzinami. Tacy są ci Gruzini dziwni.

030a043

030a046

Otrzepujemy buty z gówna, machamy na pożegnanie, choć nikt nie odmachuje, bo mało kto tu jeszcze mieszka, na takim wypizdówku. Kolejne 2h jazdy powrotnej z szalonym kierowcą, po wertepach przemilczę. Warto to przeżyć samemu. Polecam.

030a045

Trzeciego dnia załamała się pogoda. Nasza wycieczka pod krzyż i jeziora, zakończyła się porażką, przemokniętymi butami i ciuchami. Taki już jest urok gór, prawda? Pakujemy zatem manatki, i wyjeżdzamy z Mestii. Swanetia to obowiązkowy punkt do odwiedzenia, jeśli jedziecie do Gruzji. Nasza trasa biegnie do Kutaisi. Tam gdzie Polacy lądują, a nikt się nie zatrzymuje. Zobaczymy, czy jest tam coś ciekawego.

5 komentarze

  1. Toż świnki ,krowy,owce też stworzenia boże .Trudno by miały swoje toalety .Nie każdemu dane .Ponadto myślę ,ze te wszystkie stworzonka nie zagrażały Waszemu życiu tak jak kierowca Gruzinin .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *