Kachetia Raj dla pasibrzuchów

Kolejna marszrutka w naszej historii. Poznajemy Klemensa, bo Gruzja to miejsce spotkań, jeśli nie pamiętacie. Docieramy do Sighnaghi. Przyjemne, małe miasteczko na wzgórzy, z senną atmosferą. Podobno miasto miłości. Podobno z północnej strony można podziwiać sobie linię gór Kaukazu. W słoneczny dzień. Nasze pogodowe szczęście jest dość zezowate. W Kazbegach sprzyjało, teraz odwróciło się do nas ogonem.

034a001

034a002

034b001

034b003

I bez Kaukazu jest tu ładnie. Jest nawet polski guest house: ‘Wino i Chleb’, ale gdy docieramy to właścicieli byli poza domem. Z polecenia Klemensa zatrzymujemy się u zaprzyjaźnionego z nimi Gruzina: Nukriego. Nie ma szyldu, na obrzeżu miasteczka, z zewnątrz nie prezentuje się okazale. Właściciel bazuje na reklamie szeptanej. I słusznie. Jeśli chcecie dobrze pojeść, dobrze popić wina, i zasmakować najprawdziwszej gruzińskiej gościnności, to koniecznie uwzględnijcie pobyt u Nukriego podczas waszej wyprawy do Gruzji. Jedzienie ekologiczne, organiczne, z certyfikatem Matki-Gruzinki. Palce lizać. Może na fotkach nie prezentuje się okazale, ale uwierzcie mi na słowo: warto.

034b004

034a008

Bonusowo można zaliczyć grillowanie z Nukrim. na grillu opalanym gałązkami winorośli.

034a003

034a004

034a005

Jeden z kotów Nukriego, które pieszczotliwie nazywał ‘żuliki’.

034a007

Nukrii pozdrawiamy. Łezka się w oku kręci na wspomnienie opasionego brzuszka i potraw. Ślinka cieknie, gdy przywróce w pamięci obraz ostro smażonego bakłażana na swetańskiej soli.

Kachetia to kraina mlekiem i miodem płynąca. A właściwie to mlekiem, miodem i winem. A tak właściwie to winem, winem, mlekiem i miodem. Gdzie wino, tam i winiarnie. Gdzie winiarnie, tam i degustacja. Gdzie degustacja, tam i my.

034a012

034a013

034a010

034a011

Nie jest tak, że tylko zajęci byliśmy piciem wina. O nie. Podczas przejażdzki podzwialiśmy też widoki, i nawet wykonaliśmy jeden spacer na wzgórze do monastyru. Mamy dowody.

034a014

034a018

034a019

034a020

034a021

034a022

Nie ma co ukrywać, że jednak degustacja była na pierwszym miejscu.

034a015

034a016

034a017

Wybór najlepszego wina czasem nie jest łatwy.

034b005

A czasem jest całkiem prosty.

034b006

034b007

034a023

034a024

Kielichy zostały osuszone. Nukrii, Klemens i ekipa pożegnani. Jedziemy dalej. Kierujemy się w stronę Azerbejdżanu, i wypada nam po drodze przystanek w Lagodekhi. Przystanek m.in. na pranie. Nie jest lekkie życie podróżnika.

034a025

Lagodekhi, jak i cała Kachetia, bardzo ładne. Tutaj jesteśmy u podnóża gór i robimy spacer do wodospadów.

034b008

034a026

034a027

034b010

034a029

 

Docieramy na miejsce. Okazuje się, że okoliczna gruzińska młodzież dotarła tutaj przed nami. Co niektórzy nawet mają dostatecznie duże jaja, żeby wejść do lodowatej wody. Jest gorąco.

034a028

Cierpliwość jest cnotą, jak to mówią. Po kilkunastu/dziesięciu minutach mamy wodospad dla siebie.

034a033

034a034

034a030

Od tropikalno-plażowego Ech Batumi, przez górzyste rejony Kaukazu, z widokami na cuda gruzińskiej architektury w stolicy, aż do winno-gościnnego rejonu Kachetii, trwała nasza podróż przez Gruzję. Żegnamy się w Lagodechi. Będziemy miło wspominać nasz pobyt w kraju Gruzinów, i śmiało możemy polecić odwiedziny. Przekraczamy pieszo kolejną granicę, znów, odpukać, bez większych problemów, z uśmiechniętymi celnikami, podbijającymi nasze paszporty. Kroków kilka, i oto jesteśmy w kolejnym muzłumańskim kraju. Do zobaczenia w Azerbejdżanie.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *