Szeki Azerowie, Samowary i Karawany

Kraj Azerów, może tylko za wyjątkiem stolicy, to kraj Łady. Nie jest tak jak u nas, gdzie klepane, niemieckie wolkswageny, audi i merole całkiem wyparły poczciwe autka z czasów sowieckich. Zakładam, że tutaj tak łatwo ze sprowadzaniem aut nie ma i ‘Cegła’ króluje niepodzielnie na drogach. I to króluje przez duże K. Jak Syrena swego czasu u nas. Ma się wrażenie, że 90% aut to Łady.

035a004

Wszechobecna Łada to pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy. Druga to wszechobecny prezydent. Wisi tego pełno, niczym u nas przed wyborami, tutaj jednak nie trzeba się martwić, kto wygra wybory. Swoją drogą po co dyktator wywiesza swoje podobizny na bilbordach? I tak nie przegra wyborów, nie?

035a008

Jesteśmy w Szeki, niewielkim miasteczku, w którym stoją dwa obiekty, interesujące dla przyjeżdzających turystów. Samo miasto jest nudne, i szybko zakończyliśmy próbę jego zwiedzania. Niejedno blokowisko już w swoim życiu widzieliśmy, nie? Sami lokalsi wiedzą, gdzie biznes można robić, i wszystkie sklepy z suwenirami zlokalizowane są w drodze z atrakcji nr 1 do atrakcji nr 2.

035a005

035a006

Turystyczna atrakcja numer 1. Pałac Chana z XVIII wieku. Z zewnątrz nie za duży, ale bardzo ładny. W środku, niestety, gołe ściany i zakaz robienia zdjęć. Wiecie co myślę o zakazie fotografowania. Obejrzcie sobie z zewnątrz i wystarczy.

035a001

035a002

035a003

Atrakcja numer 2. Karawansaraj. Na te obiekty natknęliśmy się już w, bodajże, Bułgarii. Ten tutaj jest jednak dobrze zachowany, i wciąż spełnia, mniej więcej, funkcję do której został stworzony. Jedwabny Szlak, co prawda, dziś przemierzany jest już tylko przez turystów, karawany odeszły w zapomnienie, przegrały w konkurencji ze statkami ze szlaków morskich. Miło zobaczyć, że gdzieś na świecie, choć jeden karawansaraj przetrwał próbę czasu i jego drzwi stoją otworem przed wędrowcami. Może nie cała brama, ale te małe drzwiczki w bramie stoją otworem.

035a007

035b002

035a009

Dla tych co nie wiedzą, a nie chce im się szukać w wikipedii. Karawansaraj to była budowla hotelarsko-gastronomiczno-stajenno-obronna. Jedno wejście, dużo straży, grube mury. Stajnia, restauracja na miejscu. Pewnie bank i burdel też tu były. Wygodnie i praktycznie. Pzyjeżdzający kupcy mogli spokojnie oddawać się swojemu ulubionemu zajęciu, tj. kupczeniu, bez większych zmartwień. Wielbłądów i handlarzy już nie uświadczysz, ale miło zatrzymać się w tym miejscu i chłonąć ducha epoki, gdy zatrzymywali się tu najwięksi celebryci tamtych czasów, np. taki Marco Polo, Zawisza Czarny, czy inny Ali Baba.

035a010

035a011

035a012

Jak wspomniałem – zatrzymują się w tych grubych murach, w dzisiejszych czasach, głównie biali turyści. Mury grube. Biały turysta. Nie zgadniecie, co robią wieczorami, i gdzie można złapać Wifi.

035a016

035a017

035a018

035a020

035a021

035a022

Coż to byłby za Karawansaraj, bez porządnej czajowni? Ta tutaj nie zawodzi. Jest drogo, za herbaciany zestaw 20AZN (przy czym mniej więcej 1AZN = 1USD), ale zestaw jest naprawdę na wypasie. Herbatę dostaje się w pięknym samowarze. Nie zrobiłem zdjęcia samowaru, ale był piękny – uwierzcie na słowo. Na dobrą herbatę w tulipanowych szklankach, natknęliśmy się oczywiście już w Turcji. Teraz wiem, że musiała być z samowaru. Smak jest niepowtarzalny. Na korzyść oczywiście. Tak więc czas nam płynie wolniej, popijamy czaj, chrupiemy przekąski, oglądamy turecki księżyc w letnią noc, nasłuchujemy chrapania wielbłądów… a nie, wielbłądów nie ma.

035b003

035a015

035a014

I ten sen mógłby trwać długo, moglibyśmy pić herbatę każdego dnia, beztrosko przesiadywać w czajowni i ogrodzie. Rachunek jednak jest dość wysoki za te przyjemności, więc następnego ranka pakujemy dobytek, i ruszamy z naszą małą karawaną dalej. Do tajemniczego miasta Baku.

5 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *