Baku Petrodolarowa Perła Kaukazu

O ile Szeki i Azerbejdżan oglądany po drodze do Baku niezbyt różni się poziomem zamożności od Gruzji (czytaj: jest dość biednie), o tyle stolica kraju Azerów jawi się jak bogaty krewny w biednej Kaukazkiej rodzinie. Łady znikają z dróg, zastąpione dużymi SUVami, chodniki się prostują, wielkie, szklane budynki rosną w oczach. Widać, że petrodolary na coś się przydają i dużo tutaj się ich przelewa. Najlepszy przykład i najbardziej rzucający się w oczy, praktycznie z każdego punktu w mieście, to płomienne wieże. Zapamiętajcie je, bo pojawią się jeszcze na niejednym zdjęciu. Zawsze się pchają w kadr, łobuziaki trzy.

036b001

Zacznijmy od punktów widokowych. Tuż przy wieżach jest wzgórze, z którego można sobie podziwiać panoramę miasta.

036a006

036a007

Te niskie budyneczki to stare miasto, obrośnięte naokoło betonowo-szklanymi wieżowcami wszelkiego typu.

036a008

A to, bodajże, najwięszky w Europie, a chyba drugi na świecie maszt z flagą. Baku, zwane jest też wietrznym miastem, bo wieje tutaj często i silnie, co daje ochłodę w gorące, letnie dni, ale też sprawia, że ta gigantyczna flaga może powolnie powiewać, a nie wisi głupio w dół. Powiewa dość powolnie, bo i kawał materiału powiewać musi.

036a009

036a010

Na wzgórzu, jest też rząd nagrobków, pomordowanych Azerów w wojnie z Ormianami. Obie nacje wielce się nie lubią, i pewnie ze swoimi petrodolarami Azerowie mogliby teraz zrównać z ziemią Ormian. Mogliby, gdyby nie strażniczka pokoju w rejonie – Matka Rosijja, która ma swoje bazy wojskowe w Armenii.

036b007

036a011

036a013

Może nie wypada robić zdjęć przy tym dużym płomieniu, ale tak ładnie wyszły, nie?

Wracając do Rosji. Jej wpływy w byłych republikach kaukazkich są mocno widoczne. Na ulicach słychać język naszych wschodnich braci, sami Azerowie mieszają swobodnie rosyjski ze swoim językiem. Kultura rosyjska jest tutaj wciąż bardzo silna. W radiu głównie grają hity muzyczne z Rosji, w kinie może i Hollywood, ale dabingowany na język Stalina. Bycie pod butem radzieckim odcisnęło swoje piętno, jak na każdym z krajów bloku wschodniego. Jeden z pozytywów, który rzuca się w oczy, to głęboka laicyzacja społeczeństwa. Mimo, że kraj jest muzłumański, to ludziom nie w głowach jakieś rytuały, modlitwy, czy tracenie czasu na pobyt w świątyniach. Pełen luz. Nikt tu w burce nie biega, nikt o wiarę nie pyta, nikt tu wysadzał się w powietrze nie będzie.

A to już inny punkt widokowy. Hotel Hilton, gdzie się oczywiście nie zatrzymaliśmy, ma na którymś tam wysokim piętrze ‘restaurację 360’, która faktycznie się obraca o te 360stopni. Tak z pół godziny pełen obrót zajmuje. W sam raz na sączenie drogiego drinka. Drugiego nie ma co brać. Z okna widać, że to miasto olejowe i Morze Kaspijskie jest przez to wielce kolorowe. Nie mylić z koralowym.

036a047

036a048

036a050

Wrócmy na stare miasto. Jakoś mało fotek mi wyszło, ale uwierzcie na słowo: jest tu ładnie.

036a033

036a014

036a015

036a034

036a035

Ładnie, choć pusto. Głównie kręcą się turyści i ludzie żyjący z tychże. Dużo więcej normalnego życia miejskiego znajdziemy tuż poza murami starego miasta. Chodniki równe, asfalt gładki, deptaki, kawiarenki, restauracje i dużo, dużo fontann. I jeszcze więcej relaksujących się Azerów.

036a005

036a004

036b003

036a001

036a003

036a002

Pompowana ropa zamienia się w petrodolary, a te z kolei płyną w kolejne budowle. Barj Khalifa jeszcze tutaj nie stoi, ale robi się coraz ciekawiej. Np. takie muzeum dywanów, w kształcie dywanu.

036a036

036a037

036a039

036a040

036a041

Wracamy jeszcze na Stare Miasto. Najbardziej charakterystyczny zabytek to Baszta Dziewicza, która nie wiadomo, czemu się tak nazywa, i Azerowie zapomnieli do czego służyła. Ot, taka dziwaczna budowla. Ot, taka pamięć krótka. Ot, taki nasz los ludzki – wszystko zapomnimy, wszystko przepijemy.

036a019

036a020

Pędzimy na nadbrzeże. Nadmorski deptak ma kilka kilometrów długości, i wieczorami napakowany jest tubylcami, spacerującymi i cieszącymi się, wieczorową porą, w miarę znośną temperaturą powietrza. Dużo się też dzieje na deptaku. Popatrzcie sobie.

036a030

036a031

036a032

036a042

036a043

036a044

Na budowie łatwiej tutaj pracować w nocy, i tak stukot robót, i widok pracujących żurawi, zaczyna się dopiero po zmroku.

036a045

Jeszcze więcej fontann. Z wybuchami!

036a046

036a028

036a021

036a022

036a023

036a024

036a025

036a026

Jedzenie głównie tureckie. Jak kto woli to może nazywać azerskim. Wsio radno. Oczywiście nie mogło zabraknąć pysznej herbaty w tulipanowych szklankach i słodyczy. Turkish delight. Azer delight. Wsio radno. Kochamy tą herbatę, kochamy te szklanki. Kiedyś sobie taki zestaw kupię. I samowar, i szklanki. Tylko słodycze mi ktoś będzie musiał przywozić z Turcji lub Azerbejdżanu.

036a017

036a018

Co ja pacze? – każdego ranka nas prześladował na sąsiednim balkonie.

036a051

Baku nie rozczarowuje. Ma wszystkie atuty by stać się turystyczną miejscówką, podobną do Krakowa. Ma bliskość atrakcji Gobustanu, błotnych wulkanów, płonących wzgórz, ale też samo miasto jest ładne i przyjemne do zwiedzania. Z relaksacyjną atmosferą. Szczerze polecamy.

My jednak przebieramy już nogami na następny etap podróży. Teraz już będzie egzotyka przez duże E. Na naszej drodze kraj, który wciąż budzi strach w niektórych ludziach, po 40 latach propagandowych informacji z masmediów. Przed nami Iran.

2 komentarze

    • najdroższe miasto z Kaukazu, ale nie było tak tragicznie. 1AZN = 1USD (mniej wiecej). Hostel (łóżko 2os) kosztował nas 32AZN (ze sniadaniem lekkim), jedzenie dziennie max 40AZN. Porównywalnie do Polski, tak sobie myślę. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *