Masuleh Lahijan Kaspijska Zieleń

Droga prowadzi nas do kraju Gilaków. To kolejna mniejszość etniczna po Azerach w rozległym Iranie. Prócze tegu w kraju są jeszcze Kurdowie, Larkowie, Arabowie i z 10 innych mniejszych narodów. Kraina Gilan to pas ziemi pomiędzy morzem Kaspijskim, a górami Elburz. Jak się okazuje wielce zielona kraina. My jedziemy obejrzeć wioskę Masuleh, położoną na zboczu, z ciekawą zabudową, gdzie dachy domów poziomu niższego, stanowią podwórko dla poziomu wyższego. Paweł i Gaweł w jednym spali domku – wersja irańska.

Ku naszemu zaskoczeniu turystów tu pełno. Turystów z Iranu. Persowie są dobrze wykształceni, lubią podróżować (za granicę za bardzo nie mogą), znają swój kraj, i chętnie jeżdzą na wycieczki. Koniecznie z licznymi postojami na piknik. W przeciwieństwie do niejednego kraju, gdzie tubylec wymieni nam może atrakcje swojej ojczyzny, ale na pytanie, czy był w którymkolwiek z tych miejsc, tylko się uśmiechnie, Irańczycy naprawdę lubią zwiedzać swój kraj. Dla mnie to pewien wyznacznik poziomu cywilizacji. Aha, i jeszcze robią to z uśmiechem na ustach. Jak ta dziewczynka.

038a001

Droga do Masuleh, widziana z wioski.

038a003

I sama wioska. Zbocze jest dość ostre. Trzeba się nabiegać po schodach, żeby się gdziekolwiek dostać. Obcokrajowców, wita ‘nagabywacz’, który oprowadza po pokojach do wynajęcia. Nie ustaliliśmy, czy on coś na tym zarabia, czy robi to z dobrej woli. My ostatecznie zdecydowaliśmy się na jeden z hoteli (nie ma ich za dużo). Na dwie osoby wyszło nam taniej.

038a004

038a002

038a005

038a006

Dotarliśmy wieczorem, i więcej zdjęć mamy z nocy. Co nie przeszkadza, bo moim zdaniem nawet lepiej się prezentuje ta urokliwa wioska nocą.

038a007

 

038a010

038a011

038a012

Persowie są mistrzami piknikowania. Urządzają pikniki nadzwyczaj często, zawsze są super przygotowani (koce, termosy, kuchenki gazowe, szisze, przekąski – wszystko zawsze jest), i potrafią piknikować w przeróżnych, czasem mało oczywistych miejscach. Jak na przykład na pasie zieleni między pasami ruchu samochodowego. Tutaj mają piknik na dacho-podwórku.

038a009

I my zgłodnieliśmy, więc nos przyciągnął nas do miejsca, skąd rozchodził się zapach wysmażonego oleju i ziemniaka. Czipsy Iranian Style.

038a008

Przekąska była, ale czas nam był na coś większego. Szukając restauracji, zostaliśmy zaproszeni do stołu przez Szajan’a i jego przyjaciół. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się. Dojedliśmy ich resztki posiłku. Zwłaszcza jajecznica z pomidorami była super. Wędlinę odradzam – na wędlinach się nie znają.

038a014

038a015

I jeszcze kilka fotek z Masuleh.

038a019

038a016

038a017

038a018

Iran to pierwszy kraj, gdzie suweniry są piękne, naprawdę ręcznie wykonane i ma się ochotę wszystkie je zabrać do domu. Pierwszy kraj, z którego posłaliśmy paczkę z pamiątkami. Nie mogliśmy się oprzeć tej ceramice.

038a020

038a021

Mieliśmy jechać do Tehranu, ale postanawiamy skorzystać z zaproszenia Szajana i odwiedzić go w jego rodzinnym mieście Lahidżanie. Po drodze zatrzymujemy się w Fuman, które wśród Persów znane jest ze swoich ciasteczek. Wszystko wypiekane i robione na oczach klientów. Żadna chemia. Palce lizać.

038b004

038b001

038b002

038b003

Prócz regionalnych wyrobów, i ręcznie wykonanych pamiątek, kolejna rzecz, która rzuca się w oczy, to niesamowita ilość produktów z napisem ‘Made in Iran’. Odcięcie kraju od zachodnich rynków, sprawiło, że bez mała wszystko wykonywane jest na miejscu. Nie tylko produkty spożywcze, ale i budowlanka, elektornika, mechanika, co tylko człowiek pomyśli, robione jest w kraju. Z niektórymi zaawansowanymi technicznie produktami mają problemy, ale gdzie Zachód nie chce, tam Chińczyk się pośle.

Kolejka linowa szwajcarska. Na szczęście. Chińską bałbym się trochę jechać. Kolejka w Lahidżan oczywiście.

038b008

038b006

038b007

Odwiedzamy Shajana w domu jego rodziców. Goszczą nas potrawami z tradycyjnej kuchni. I coca-colą.

038b009

Shajan i jego siostra zabierają nas na wycieczkę objazdową po okolicy. Punkt pierwszy to mauzoleum świętego NiepamiętamImienia.

038b011

038b014

Tu jest napisane co to za święty.

038b013

Takie miłe spotkanie z mułłem. Dostajemy od niego miniaturowy Koran. Po arabsku. Chce od nas datek na kościół. Nie dostaje.

038b012

Pas od Elburzu do Kaspijskiego morza to spichleż Iranu. Jest zielono, jest ładnie. Wszystko rośnie sobie radośnie.

038b015

038b016

038b017

Na wzgórzy krzewy herbaty (Lahijan jest znany ze swojej herbaty), na przodzie pole ryżowe. Ku naszemu niewyedukowanemu zaskoczeniu, okazuje się, że rośnie tu ryż. W mojej świadomości ryż zawsze kojarzył się z Chinami i krajami dalekiej Azji, a tu proszę – ryż w Iranie.

038b018

038b019

038b020

Zielona dolina, góry, a za nimi już Iran jaki znamy z obrazków. Suchy, skalisty i pustynny.

038b021

038b022

038B026

W drodze powrotnej do miasta, zatrzymujemy się na przekąskę z przydrożnego straganiku. I tutaj wszystko dzieję się na oczach klienta. Dobry placek, o dziwo, podany z jajkiem. Sucho trochę, ale dobre.

038b027

038B024

038B025

038b028

038b029

I jeszcze kilka nocnych fotek z Lahidżan.

038b030

038b031

038b032

038b033

Następnego ranka pakujemy się z Shajanem w auto i jedziemy do stolicy. Ruszamy rano i przyjemnie nam się jedzie przez zielony Gilan. Po godzinie, może dwóch, docieramy do gór, roślinność zaaczyna się przerzedzać. Przejeżdzamy przez dwa tunele, i jaka zmiana! Dla nas to prawie jakby znaleźć się na Marsie. Skały, praktycznie brak roślin, ciężkie, falujące od gorąca powietrze. To tu, u podnóża Elburzu, ale na jego południowej stronie, zlokalizowane jest jedno z największych miast świata, stolica perskiego kraju – Tehran.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *