Kaszan Serce Pustyni

Jak powiedzieli tak zrobili. Wyjechali z megamiasta Tehranu, kierując się na południe. Teren staje się coraz bardziej pustynny (że to jest jeszcze możliwe?), coraz bardziej ‘marsjański’. Złowieszcze skalne szczyty przed nami. Roślinność coraz rzadsza. Podobnie jak osiedla ludzkie. Jedynie długa, prosta, aslaftowa droga i słupy, zaburzają pełen obraz pustyni. Niemożliwe, przynajmniej dla nas, ludzi z Europy, wydaje się, że można żyć tu na stałe. A jednak. Ludzie, jak mrówki, potrafią przetrwać w każdym środowisku i klimacie. Chociaż nie. Mrówki chyba z zimnem sobie nie radzą, bo jeszcze nie odkryły, że można się okrywać, i jak rozpalać ogień. Soon. Jeszcze ‘Wyjdą z Cienia’. Zobaczycie.

040a021

040a020

Na chwilę zatrzymajmy się w wiosce Abjane. Jakieś 70km do Kaszan, do którego zmierzamy. Abjane to niewielka osada, znana ze swojej charakterystycznej zabudowy, z czerwonej gliny. Żeby zobaczyć wioskę w całej krasie, trzeba wleźć na sąsiednie niewielkie wzgórze. Niewielkie, bo niewielkie, ale w palącym, irańskim Słońcu, zadanie urasta po stokroć w skali trudności. Czyli z poziomu 6/10 do 60/10. Zwykli śmiertelnicy nie daliby rady, ale macie nas od zadań specjalnych.

040a022

040a024

040a025

Warto obejrzeć wioskę ze wzgórza, warto też pokręcić się jej uliczkami, gdzie rdzawa czerwień ‘wali’ po oczach. Dla irańskich turystów, Abjane nie jest aż tak atrakcyjna, jak Masuleh, turystyka nie rozwinęła się specjalnie, i wydaje się, że pomału sobie wioska wymiera. Uliczki puste, z rzadka spotykani mieszkańcy to głównie starsi ludzie. Nie ma hoteli, nie ma restauracji, jedynie kilka Pań sprzedaje suweniry. Wielce sennie.

040a031

040a028

040a030

040a027

Pani turystka się złapała w kadr i miejscowe staruszki w charakterystycznych kwiecistych chustach.

040a029

Docieramy do Kaszan. Choć naokoło pustynia, w Kaszan, jak na porządną oazę przystało, jest zaskakująco dużo wody. Starcza jej dla 200 tysięcy mieszkańców, i nas nielicznych turystów. Główne ulice są dość ruchliwe, ale po ucieczce z Teheranu, dla nas to bardzo spokojne miejsce. Przyjemna, relaksacyjna atmosfera panuje zwłaszcza w tutejszych pałacykach / domach bogatych kupców z XVIII w. Starsze domy tutaj mają dwie kołatki, Każda wydaje całkiem inny dźwięk, tak by Pani Domu wiedziała, kto przybywa w gościnę. I tak – po lewej zwis męski, po prawej owal damski.

040a051

Domy z zewnątrz nie wyróżniją się szczególnie, ale po wejściu na dziedziniec…

040a054

040a055

040a056

040a057

040a053

Niektóre z nich dzisiaj są odnowione i przerobione na hotele, i restauracje. Miło się siedzi w ogrodzie, popijając herbatę, serfując po necie.

040a004

040a005

040a006

040a007

040a008

040a052

W każdym szanującym się mieście Bliskiego Wschodu, musi być porządna Łaźnia. Nie inaczej jest w Kaszan. Dziś, stety, niestety, to już tylko muzeum. Szkoda, bo człowiek chciałby wskoczyć do basenu z zimną wodą.

040a047

040b006

Wnętrze łaźni robi wrażenie, ale dach. Dach to inna galaktyka. Jak na Tatooine.

040a048

040a049

040a050

Ogrody perskie, są wpisane na listę UNESCO. Podobno najlepiej prezentują się wiosną, gdy wszystko kwitnie, ale i teraz nie wyglądają najgorzej. Irańczycy lubią sobie posiedzieć nad ogrodowymi strumieniami, gdzie leniwie płynie sobie woda, sprowadzana prosto z podziemnej rzeki. Inżynieria XVIIIw. Perskie Feng Szuj ponadczasowe. Kto dziś myśli o takich rzeczach?

040a013

040a014

040a018

040a016

Sufity, sufity. W Iranie trzeba zawsze, wszędzie, oglądać sufity.

040a017

Pamiątkowe zdjęcia. Ja na lewym, Ania na prawym.

040a015

Bazary w Iranie to są barazy przez duże B. Prawdziwe, wciąż pełniące rolę, jaką mają od setek lat. Mydło i powidło, Złoto i dywany perskie. Wszystko tu można kupić. Bazar w Kaszan wyjątkowo urodziwy.

040a037

040a036

040a038

 

040a040

040a041

Jeszcze kilka ‘strzałów’ z Kaszan.

040a059

040a061

040a011

Nie mogło oczywiście zabraknąć wizyt u Irańczyków, spotkań z Irańczykami, wymiany uśmiechów. W Kaszan jest tak mało turystów (zdaje się, że częściej wybierają drugie pustynne miasto – Jazd), że czuliśmy się jak gwiazdy rocka na przechadzce po mieście. Co chwilę ktoś nas pozdrawia, uśmiecha się, zagaduje. Wszystko oczywiście w bardzo przyjaznej atmosferze.

040a003

040a001

040a062

040a064

040a039

040a010

040a042

040a044

Herbatę można słodzić na 100 różnych sposobów. Np. takim oto cukrowym patczkiem. I nie trzeba wtedy łyżki do mieszania.

040a034

Ciężarówka dopasowana do wielkości owoca. Genialne.

040a046

W Iranie sezon na świeże arbuzy. Soczyste, słodkie, dojrzewające pustynnym słońcem. Takie arbuzy to można połykać jeden za drugim. Zwłaszcza, że miły sprzedawca wybierze nierozgarniętemu turyście najlepiej ‘brzmiący’ arbuz. Podobno, cała tajemnica, w ostukaniu arbuza i usłyszeniu tajemniczego brzmienia wewnątrz owocu. Ja tam nic nie słyszałem. Każdy stuka tak samo.

Kraina Arbuzów, Sprzedawca i Ja.

040b003

040b004

040b005

Ania w Krainie wielurybów.

040a045

Kaszan zrobił na nas wielkie wrażenie. Pustynna oaza, starwarsowe pejzaże, autentyzm, niedotknięty masową turystyką, z przesympatycznymi ludźmi. Mogłoby tylko nie być tak gorąco. Ale chyba za dużo wymagam od pustyni. W kolejnym odcinku – Jazd, kolejne oazowe miasto. Będzie podobnie, ale inaczej.

3 komentarze

  1. Wielkie dzięki ! Znowu się czegoś dowiedziałam . Przyznaję ,ze ludzie wydaja sie bardzo sympatyczni , uśmiechnięci .Was to chyba Bozia lubi .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *