Delhi India Hard Punch

Wylądowaliśmy w Delhi. Znaczy się zgodnie z planem, skaczemy do Indii. I jaki to jest skok! Na lotnisku wszystko normalnie. Pieczątka w paszporcie, odbiór bagażu z taśmy. Nic zaskakującego. Jest wczesna poranna godzina, ludzi na lotnisku niewiele. Dopiero wyjście na zewnątrz uświadamia nam gdzie wylądowaliśmy. Fala ciepła prawie zwala z nóg, po przekroczeniu progu klimatyzowanej sali odpraw. Jest duszno i gorąco. Koszula momentalnie klei się do ciała. Do budynku lotniska można wejść tylko z biletem, lub za opłatą (prawdopodobnie łapówką), więc, nie kłamię, setka hindusów tłoczy się przy drzwiach wejściowych czekając na bliskich, albo oferując przejazd taksówką. Przeciskamy się przez tłum, zgodnie z poradami z przewodnika, do budki z napisem ‘Govt Approved Taxi’ gdzie mają być podobno taksi ze stawkami bez kantowania. Bierzemy taksi, jedziemy. Coś czuję, że będzie ciężko.

Zatrzymujemy się korzystając z couchserfingu, u Irszada. Całe miasto jest pełne ludzi, pełne pojazdów kołowych, ale dopiero wyprawa na Chawri Bazar to jest hardkor. Dla nieprzyzwyczajonego europejczyka to jak piekło na Ziemi. Chawri Bazar ma się nijak do bazarów z Bliskiego Wschodu. To cała dzielnica pełna… właściwie wszystkiego. Szaleństwo. Choć dla Hindusów w tym szaleństwie na pewno jest metoda. Riksze, motory, krowy, szczury, małpy i ludzie. Ło Maryjo. Ludzi tyle, że twoja przestrzeń życiowa kurczy się do zera, i zostaje zastąpiona trąbieniem, pokrzykiwaniem, dzwonkami, kapelą z jakiejś przypadkowej parady. Zapachem owoców, potu, kadzidełek, śmieci i kupy. Napisałbym coś o widokach, ale głównie byliśmy skupieni by nie zostać stratowanym, rozjechanym, popchniętym. Pełna koncentracja przy każdym kroku. Żeby przeżyć. Łokcie szeroko trzymać. Piekło na Ziemi. Nie do ogarnięcia rozumem. Chawri Bazar. Trzeba przeżyć, nie probować rozumieć.

045a019

045a007

045a008

045a009

045a010

045a011

045a012

045a013

045a014

045a015

045a016

045a017

045a018

W końcu udaje nam się dojść do większej ulicy. Zmierzamy, o tam, do Czerwonego Fortu, typową ulica w Delhi. Widzieliśmy już trochę śmieci w swoim życiu, ale poziom zaśmiecenia w Indiach przekracza granice naszego rozumu. Po prostu wyrzuć śmiecia gdziekolwiek. Śmieć na ulicy to już nie twoje zmartwienie. To kogoś innego problem. Takie podejście króluje wśród lokalsów. O ile oni, w ogóle, się nad tym zastanawiają, w co powątpiewam.

045a020

045a021

045a022

Zabytki  w Indiach to jedyne miejsca, gdzie nie ma śmieci. Jedyne miejsca, gdzie liczba ludzi na metr kwadratowy spada lekko, choć wciąż jest tłoczno, jak na nasze standardy. Ceny biletów są dość drogie (dla ludzi spoza Indii), ale ustalenie, co się dzieje z pieniędzmi z wejściówek to sprawa dla Archiwum X. Na pewno nie idą na utrzymanie, choćby, przyzwoitego stanu zabytków.

045a025

045a026

045a024

045a023

Ania Superstar.

045a028

Widok z minaretu Meczetu Piątkowego (Jama Masjid). Pierwszy plan: brama meczetu, drugi plan: Czerwony Fort. Meczet i Fort są blisko siebie i warto je zwiedzić razem.

045a029

Zabudowa Delhi. Urbanistyczny koszmar.

045a030

Meczet ładny, ale po pobycie w Iranie, nie powala nas na kolana. Tacy z nas obieżyświeci! Ha!

045a027

Świątynie hinduskie to osobna kategoria wagowa. Wciśnięte w budynki, czasem ciężko się nawet zorientować co jest, a co nie jest świątynią. Im więcej kolorów i im intensywniejsze tym lepiej. Czasem jeszcze dodatkowo są głośniki, z których leci głośna disco-mantrowa muzyka. I resztki jedzenia w ofierze bogom.

045a033

045a034

Pozostajemy w temacie religi, bo udało nam się również odwiedzić świątynię Sikhów. To ci z turbanami na głowach. Nie mogą ścinać włosów, odrzucają wszystkich bogów, ale wierzą w swoja ‘Świętą Księgę’. Pffff… ale głupota… Przynajmniej świątynię mają ładną.

045a037

W środku zakaz robienia zdjęć. Z ukrycia można. Jest kopia świętej książki, jest złoto, są mniej lub bardziej święci ludzie, grający muzykę i czytający kolejne wersety z księgi. Ludzie się modlą. Do księgi. Księga na pewno słucha modłów. W milczeniu.

045a041

Na tyłach świątyni jest zbiornik wodny, gdzie chyba dochodzi do chrztów, ale chyba nie w każdy dzień. W normalne dni, jak dziś, głównie służy za tło do selfi.

045a042

045a043

045a044

045a045

045a046

I wszyscy muszą mieć chustę na głowie. Chyba święta książka nie lubi włosów. Może wchodzą między kartki i uwierają? Przynajmniej portrety wyszły nam dzięki temu ładne.

045a039

045a040

Delhi ma metro, ale w wiele miejsc łatwiej jest dostać się rikszą, zwaną też tuktukiem, albo auto (oto). Riksze motorowe oczywiście. Riksze rowerowe odradzam, tanio, ale strata czasu. Można raz się przejechać dla frajdy. Aha – Indie to kraj ostrego targowania. Kto się nie targuje ten frajer, i tzn. chodzący znaczek Dolara, jak się podobno tu mówi na Białych. Metoda targowania z rikszarzami i sklepikarzami. Na przykładzie rikszarza. Orientacyjnie można sobie przyjąć 10-15Rupii za KM. Ustalamy zatem odległość i orientacyjną stawkę. Pytamy za ile do tego i tego miejsca. Pada cena. Podajemy swoją 1/3 – 1/4 ceny od rikszarza. On się głupio uśmiecha. Obniża trochę swoją cenę. Podajemy swoją. Sytuacja się powtarza x razy. W końcu on nie chce obniżyć więcej. My nie chcemy już dać więcej ponad swój limit. Machamy ręką, obracamy się na pięcie i odchodzimy, nadstawiając uszu. Rikszarz woła za nami obniżając cenę. Mówimy naszą cenę, machamy ręką, odchodzimy dalej. Rikszarz woła za nami godząc się na naszą stawkę. Jedziemy.

045a047

Dojechaliśmy do Jantar Mantar – obserwatorium astronomiczne z XVIII w. Same konstrukcje ciekawe, jest ich kilkanaście, ale bez prezentacji, jak i do czego były wykorzystywane poszczególne z nich, szału nie ma. Zdecydowanie miejscu przydałoby się jakieś nowoczesne muzeum z interaktywnymi prezentacjami. Bez tego to 15 minut zwiedzania i idziemy dalej.

045a048

045a049

045a050

Uciekamy na chwilę do innego świata. Hotel Imperial. Nieopodal Jantar Mantar. Hotel otoczony murem, ogrodem. Hotel na wypasie, zdecydowanie dla bogaczy. Zwiedziamy, nie zatrzymujemy się. Nawet o ceny nie pytamy. Co ciekawe Biały jest tutaj traktowany jak …hmm… arystokracja? Hindusi uśmiechają się, kłaniają, otwierają przed nami drzwi. Pomimo tego, że wyglądamy na obdartusów, i od razu widać, że jednej rupii tutaj nie zostawimy.

045a051

045a052

045a053

045a054

Inne miejsce, inny czas. India Gate, zbudowane przez brytyjczyków, w hołdzie poległym w 1 wojnie światowej żołnierzom indyjskim. O co chodzi tutejszej policji z tymi barierkami, to nie udało mi się ustalić.

045a055

045a056

Z zabytków zachowały się głównie grobowce. Ten poniżej wybudowany dla Humajana w XVIw. – jednego z władców Mogolskich (nie mylić z mongolskimi).

045a057

045a058

045a059

Brama i Główny Grobowiec prezentują się OK, ale już boczne budynki pozostawiają wiele do życzenia.

045a060

Jeśli chcielibyście odpocząć od tłumów, to polecamy parki. Parki są w miarę puste. W parkach hindusi chyba czują się nieswojo, otoczeni zbyt małą liczbą ludzi, nie chodzą do parków i koło się zapętla. Dobrze dla nas. Na zdjęciach Park Lodi. Nie zgadniecie. Oczywiście z grobowacami!

045a061

045a062

 

045a064

045a065

045b002

045a066

045a067

 

045a069

Niektórzy się boją, bo i nie wygląda to zachęcająco. Uliczne stoiska z jedzeniem – wygląd i higiena nie stoi na najwyższym poziomie. My jedliśmy. Przeżyliśmy. Szału kubków smakowych nie ma, ale jest tanio i sycąco.

045a001

045a002

Zdarzyło nam się też pojść do restauracji. Oczywiście są takie dla obcokrajowców, ale są też dla lokalsów. W jednej, czy dwóch zdarzyło nam się dobrze zjeść.

045a003

045b001

045a004

045a005

045a006

I to już koniec raportu z Delhi. Jest duszno, jest tłoczno, jest smogowo. Nasze pierwsze spotkanie z Indiami nas nie zachwyciło. Delhi, jak wiele przerośniętych megamiast nie zachęca do odwiedzin. Jest egzotycznie, jest hindusko, ale jest też bardzo męcząco. Lepiej uciekać dalej, zwiedzać inne części Indii. Mówią tak ludzie w internetach, to uciekamy. Kierujemy się do Agry, zobaczyć jeden z cudów Świata – Taj Mahal.

7 komentarze

  1. No nie powiem jakie doświadczenia .Przetrwaliście, zobaczyliście, obfotografowali i cała szczęście, że wyjechali cali i zdrowi. Dzięki za bloga .Coraz więcej wiem o Indiach i wiem też, że to nie kraj dla mnie .Jeszcze raz dzięki, wobec tego, za zdjęcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *