Annapurna Stairway to Heaven

Dal Bhat – nic innego tutejsi nie jadają. Od niedzieli do niedzieli tylko Dal Bhat. Zupa z soczewicy, ryż, trochę warzyw curry, trochę zieleniny i marynowane cuś. Można raz, można dwa razy, ale jeść to całe życie, każdego dnia? To ja podziękuję. Całe szczęście dla turystów na szlaku serwują i inne dania. Dal Bhata dają jednak nielimitowane dokładki, więc wielu niskobudżetowców wcina to codzinnie. Dal Bhat. Raz można.

054a002

Skoro Dal Bhat to znaczy, że jesteśmy już w górach. Robimy Annapurna Base Camp Trek, zwany też Annapurna Sanctuary Trek. Jak zwał, tak zwał, idziemy kilka dni pod Anapurnę i z powrotem. Tym razem bez Hitczkokowego efektu. Tym razem spokojnie.

Dzień Pierwszy. Zbyt szybka jazda, zbyt kręte drogi. Busik dowiózł nas do Nayapul (1070 m npm), 40km od Pokhary, ale błędnik musi odpocząć zanim ruszymy. Pijemy kawę, zbieramy się w sobie i w końcu ruszamy.  Początek trasy łatwy, droga wiedzie przez pola ryżowe, małe wioski i tropikalne zagajniki.

054a001

054a003

054b005

054b006

No i Bambus sobie tu rośnie.

054b007

Ania i bambus.

054a005

6 godzin i 13 km później znajdujemy miejsce na nocleg. Niewielkie miejsce (3 noclegownie) zwane New Bridge (1440m). Wieczorem miły tropikalny deszczyk. Miły jak się siedzi pod dachem, i czeka na papu.

054a008

Dzień drugi. Rano, jak to w górach, chmury się rozeszły, i możemy po raz pierwszy cieszyć oko widokiem Anapurny (8091m). My na razie w tropikach, ale przynajmniej teraz już wiemy, że zmierzamy w dobrym kierunku.

054a007

Anapurna raz jak się już pojawi, to łatwo z oczu zniknąć nie chce. W okolicy są co prawda większe ośmiotysięczniki. Anapurna jest dopiero na 10 miejscu na świecie. Nie dajcie się jednak zwieść samej wysokości. To tylko 1 ośmiotysięcznik, ale dodatkowo 13 7tysięczników, 16 6tysięczników, i 55km masywu. Budzi respekt nie tylko wśród nas – zwykłych łazików, ale i profesjonalnych wspinaczy. 191 wejść na szczyt i 61 zgonów. Najwyższy współczynnik zgonów do zdobyć wśród gór. Respekt.

054a010

054a011

054a012

Doczłapujemy do Chomrong, ale idzie nam się dobrze, więc idziemy dalej.

054b008

054b009

‘Baśka!’ ‘Czego?’ Zobacz, jaką pułapkę walnęłam na schodach.’ ‘Hehe. Turysty wlezą na bank’ ‘Cicho, idą. Chowamy się. Szybko.’

054b010

Właściwie to chyba jedyny wiszący most na tej trasie. Trek pod Anapurną jest całkiem inny niż ten pod Everestem. Tutaj więcej roślinności, mniej gór, więcej schodów, mniej mostów. Całkiem inny. I przez te schody trudniejszy, moim zdaniem. Tutaj zejście do mostu, które ma ze 3tys. schodków, a potem w górę, kolejne setki…

054b011

054a015

054b012

054a016

054a017

054a018

Chomrong – o tam, po prawej na zboczu górki. Tam byliśmy dwie godziny temu. Tymczasem dotarliśmy do Sinuwa (2340m) i tutaj będziemy biwakować.

054a019

Dzień numer 3. Dużo szczytów jest w okolicy, ale ten jeden: Machapuchare (6993m), zwany też Fishtail (Rybi Ogon), przyćmiewa wszystkie inne swoim pięknem.

054a020

054a021

054a024

Rybi Ogon wśród miejscowych uznawany jest za świętą górę i nigdy nie został zdobyty. Ja nawet nie widzę, jakby można na niego wejść. Hmmm… Śniadanie zjedzone, oko nacieszone. Ruszamy dalej.

054a025

054a027

054a028

054a029

Się zachmurzyło.

054a030

054a032

Deurali. 3230m. Nasz kolejny przystanek. Robi się chłodno.  Całe szczęście sala jadalna wypełniona turystami-grzejnikami. Od Chomrong do ABC prowadzi już tylko jedna ścieżka, więc często mija się tych samych ludzi, często spędza się razem wieczerze i noclegi.

054a031

Dzień 4. Wyszliśmy wreszcie z lasów. Roślinność się przerzedza, i staje się coraz bardziej alpejska. Dolina Mordoru i my nią kroczymy i Zła się nie ulękniemy, bo Budda czuwa nad nami.

054a034

054a035

054a037

054a036

054a038

054b020

054a039

Machapuchare Base Camp (MBC) – nasz przystanek na herbatę w drodze do Annapurna Base Camp (ABC).

054a040

054a041

054a042

054a043

054a044

054b022

054a045

054b023

Pochmurzyło się kompletnie. Tuż przed naszym dotarciem do celu. Teraz pozostaje nam zjeść obiad i modlić się do Buddy o odwołanie chmur w trybie pilnym. Samo dotarcie do ABC daje satysfakcję. Przybijamy piąteczkę. Jesteśmy 4130m nad poziomem morza.

054a046

Chociaż z chmurami też tutaj odbywa się wspaniały spektakl.

054a047

054a049

054a050

Machapuchare z tej strony nic a nic już nie przypomina rybiego ogona, ale nadal jest piękny.

054a051

054a052

I jeszcze Pan Księżyc! O dzięki ci, Wielki Buddo.

054a057

054a058

054a059

Tuż o zachodzie Wielki Przedwieczny Budda całkiem się do nas uśmiechnął i chmury praktycznie się rozeszły. Będzie dużo zdjęć. Będą same piękne zdjęcia. Stałem tam cały zachód słońca, do pełnej nocy, kręcąc się w kółko i pstrykając fotki. Magiczne miejsce. Oczy się cieszą, patrząc na te potężne ściany gór. A tutaj, w dolince zwanej Annapurna Sanctuary, otaczają człeka z każdej strony. W-O-W.

054a064

054a065

054a067

054a068

054a069

054a070

054a071

054a073

054a074

054a075

I poszliśmy spać. Mógłbym skłamać, że była miła, spokojna noc, ale na 4.000 metrów nie ma takich nocy. Zwłaszcza, że DalBhat z poprzedniego dnia był ‘gazowym’ potworem. No i każą pić dużo na tej wysokości. To potem człowiek biega do toalety. Ale przynajmniej podczas tego biegu, może podziwiać gwieździste niebo w górach. Żeby jeszcze nie był taki leniwy i zaspany, i aparat zabrał, to byście zobaczyli te gwiazdy.

Aparaty chwyciliśmy dopiero następnego ranka. Dzień 5. Anapurna tuż przed świtem.

054a076

054a077

054a078

054a079

054a080

054a081

O takie zdjęcie tablicy i góry chcieliśmy zrobić dnia poprzedniego, dnia pochmurnego. Nie udało się wtedy, uda się teraz.

054b024

054a082

054a083

Ania robi pożegnalne zdjęcia An…, a wiecie której góry.

054a084

054a085

054a086

054b026

Pędzimy. MBC, znów będzie naszym przystankiem na herbatę i zrzucenie warstw.

054a087

054a088

054a089

054a090

054a091

Czasu nie było robić zdjęć. Pędzimy, pędzimy i nogi nas niosą, a potem my niesiemy nogi. A potem nikt już nikogo nie niesie, wszystko mówi NIE, a człek dalej idzie. Wpadamy na pomysł by dojść tego dnia do Chomrong. Podpuszczaliśmy się nawzajem z poznanymi nowozelandczykami i kilkoma innymi grupami. Tylko my i kiwi dali radę. Nogi bolą, ale jest satysfakcja. Z ABC (4130m) do Chomrong (2170m), 25km, ok 2500m w dół, 700m w górę, 9-10godzin i niepoliczalna ilość schodów.

Dzień 6. Budzi nas widok Machapuchare, który znów wygląda jak rybi ogon. Cieszy oko.

054a092

054a093

Anapurna, Machapuchare i  szczęśliwi my.

054a094

054a095

054b027

My i Kiwi. Thanks, Sally & Phil! 🙂

054a096

Żegnamy się z kiwi-kami i ruszamy dalej. Oni już schodzą do Nayapul, my idziemy jeszcze do Ghorepani, na górę Poon Hill, skąd podobno jest piękna panorama całego masywu.

054a099

054ba100

054a100

054a101

Po wczorajszym biciu rekordu idzie się ciężko. To co normalnie zrobilibyśmy w godzin 4, dzisiaj zajmuje nam 6. Każdy krok boli, kolana wołają o pomstę do nieba. Jakoś doczłapujemy do Tadapani (2700m). Nocujemy. I kilka fotek o świcie.

054a102

054a103

054a104

054a106

Dzień 7. Kruki nad ranem to zły omen, nie? Idziemy, idziemy. Chmurzy się, chmurzy. Buddo, oh Buddo. Czemu nas opuściłeś, czemuż?

054b030

054a107

054b031

Doszliśmy do Ghorepani (2750m). Chmury niestety tylko się nasiliły i prognozy na kolejne dni nie są zbyt ciekawe. Rezygnujemy z Poon Hill.

Dzień 8. Rano świeży śnieg na szczytach. Niestety na naszej wysokości jeszcze za ciepło na śnieg. Czeka nas deszcz. Prawdę mówiąc to czeka nas 6 godzin deszczu, 16km takiego iścia. Żartuję. Po 3h ostry deszcze się uspokoił i dalej były już tylko mżawki.

054a108

054b032

Znów na nizinach (jak na nepalskie standardy). Birethanti (1070m). Punkt kontrolny. Punkt pożegnalny z Anapurną dla nas.

054a109

054a110

054a111

Ale jeszcze tu wrócimy. Wrócimy i zrobimy Anapruna Circuit Trek. 3 tygodniowy. Już się nie mogę doczekać.

Bierzemy jeepa z parą z Ojczyzny, którzy właśnie robili ACT. W Pokharze zbieramy się w sobie. Ładujemy baterie. Znów autobus do Kathmandu. Przemilczę cierpienia nasze. Samolot do Delhi. Wiem mieliśmy nie latać, ale inaczej się nie da. Takie strony Świata. Lądujmey. Indie. Wracamy do chaosu hinduskiego. Damy radę. Teraz mamy już przygotowanie. Wiemy co nas czeka. Do zobaczenia w krainach Sziwy.

3 komentarze

  1. Zdjęcia boskie. Myślę, ze Wam się udało a nie każdemu dane… Dominik Twoich gaci, na zdjęciu pod Annapurną ,nikt nie przebije.Pozdrawiamy i trzymamy kciuki za dalszą wyprawę no i czekamy na kolejne zdjęcia chociaż może być trudno.Tutaj widoki …super , brak słów z zachwytu.

  2. Cudownie tam jest, pieknie!!! Jestescie niesamowici,macie moj wielki podziw – brawo 🙂 moze kiedys nas zabierzecie tam jak podlepszymy kondycje 🙂

    • dzie-ku-je-my! 😀 jakas wielka kondycja nie jest wymagana. Grubi, chudzi, starzy, mlodzi i inne stwory robia ten trekking. I wy dacie rade bez problemu. ^_^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *