Jaisalmer Pustynno-mgliste Safari

Krowy. Duże, małe. Chude, grube. W śmieciach, na śmieciach, czasem bez śmieci. Taki duży, taki mały Hindus może krowę na mieście zobaczyć. La la la.  Rzadziej poza miastem. La la la. Część artystyczna zaliczona.  Jesteśmy w Jaisalmer (Dżajsalmer). Szósta rano. Krów dużo. Ludzi jeszcze mało.

057a002

Jaisalmer to nasz trzeci punkt w Rajastanie. Najmniejsze miasto z tej trójki, najbliżej pustyni Thar. Nie mogło być inaczej – kolejny fort na naszej liście. Tym razem koloru piasku, podobno niektórzy mówią złoty.

057a001

057a003

057a006

057a004

057b001

Najmniejsze miasto to i najmniejszy fort. O dziwo, zamieszkany przez tubylców. Wielu turystów uznaje to za interesujące i ciekawe. Pfff… Może by i takie było, ale ludzi żyjący w obrębie murów śmiecą jak w pozostałych dzielnicach. Fruu, śmieci za mur. Z daleka nie widać, ale wystarczy podejść bliżej, by się przekonać, że jeszcze z 20 lat i niektóre fragmenty, a może i mur zasypany będzie śmieciami. Druga rzecz to, okazuje się, że dar od losu dostali mieszkańcy. Nagle wszyscy są biznesmany. Każda chatka to, albo sklep z suwenirami, hoteliki, jadłodajnie, z ofertami masażu i inne, co nawet nie słuchałem, co za nami wołają.

057a005

057a007

057a008

057a009

057a010

057a011

057a012

O godz 10 rano fort zapycha się tak turystami, że jedyne na co ma człowiek ochotę to ewakuacja. Przy wejściu Bhang Shop. Podobno akceptowany przez rząd, podobno polecany przez Lonely Planet. Jedyne miejsce w Indiach, gdzie możesz kupić Maryśkę, podobno na legalu.

057a014

Miasto ubogie. Zwiedzanie zakończyliśmy. Przyjechaliśmy tu tak naprawdę, głównie na safari po pustyni. Wybieramy kolesia z 1 miejsca na TripAdvisor’ze. Wybieramy najdłuższą, najbardziej bogatą ofertę. Jak szaleć, to szaleć. A co? Miejsce w Indiach, gdzie będziemy mogli odpocząć od ludzi i krów? Bierzemy w ciemno. Zaczyna się fajnie, jedziemy do eko-wioski, gdzie młodzi Europejczycy robią wolontariat, tj. za dach nad głową, może i jedzenie, budują i przygotowują kolesiowi chatki dla przyszłych turystów. Geniusz z niego. Frajerzy z tych wolontariuszy: Niemców i innych zachodnioeuropejczyków.

057a015

057a016

057a017

057a018

Rano zaczynamy nasze safari. Pakujemy się na grzbiety wielbłądów.

057b002

Nasi przewodnicy. Muzłumanin i Hindus. Ukończyli Camel Collage. Podobało im się. Okazuje się, że nasz ‘tour operator’, podobnie jak wszyscy inni w okolicy, wypożycza wielbłądy z przewodnikami z jednego miejsca, z jednej stajni. Nam się to niepodoba – znaczy się, że przepłaciliśmy. Przewodnicy nie mówią za dużo po angielsku. Podoba im się ich praca z wielbłądami. Podoba im się w Jaisalmer. Żony wybiorą im rodzice. Taka sytuacja.

057a019

057b003

Mój wielbłąd dostaje ode mnie przydomek ‘Łakomczuch’. Ani będzie ‘Krzakołazik’.

057b004

057b005

057b006

Jest kilka rzeczy dodatkowych, które nam się nie podobają, a o których w niecie nie mówią. W grudniu jest tu mgła międzysezonowa. Teraz już wiemy, że to typowe zjawisko w tej części świata. Druga rzecz, to pustynia Thar, nie jest klasyczną pocztówkową pustynią. Pełno tu roślin, mieszkają ludzie, a dodatkowo rząd Indii postanowił zbudować tu setki wiatraków. Można zatem zapomnieć o prawdziwym oderwaniu się od cywilizacji.

057a020

Docieramy do wioski.

057a021

057a022

057a023

Wielbłądy się poją.

057a024

057a041

057b014

057a025

Tubylcy.

057a030

057a032

057a033

057a034

Ruszamy dalej. Wielbłąd ruszył trochę wcześniej niż Ania.

057a031

057a029

057a026

Piknikujemy pod drzewem. Wcszystko tutaj dzieje się w slowmotion. Pomalutku się jedzie, śniadania i lunche trwają po kilka godzin, gdzie chłopaki przygotowują wszystko, a my tylko siedzimy jak kołki. Dla nas przywykłych do aktywnego spędziania czasu, to dość męczące.

057a027

057a028

Jedziemy do naszego miejsca noclegowego.

057a035

057a036

057a037

057a038

057b008

W sezonie byłby piękny zachód. Teraz niestety, Słońce chowa się w mgle, a nie za horyzontem. W internetach piszą, że będziesz mógł podziwiać gwiazdy nocą. Znów – tylko w sezonie. Mgła psuje wszystko.

057a039

057a040

Ranek dnia następnego. Piach wierzchniej warstwy wystygł, ale trochę niżej już ciepły.

057b009

Ranek rozwiewa nasze nadzieje na rozwianie mgły.

057b010

057b011

Ania pozuje z wielbłądem.

057a042

057a043

Sępy nad nami już latają. Wielkie jak duże prosiaki. Robią wrażenie.

057b012

057b013

Rutyna dnia poprzedniego się powtarza. Śniadanie, przejażdżka, lunch, przejażdżka. Nadal jednak wśród roślinności, nadal wśród pól, zabudowań i wiatraków. Obiecali nam, że dojedziemy do wydm. I faktycznie dojechaliśmy. Trzeba się jednak zdrowo nakadrować, żeby zrobić foto bez krzaków i drzewek.

057a044

057a045

Nasz kamping.

057a046

057a047

Nasze pustynne śniadanie. ‘Dupska nie urywa’.

057a053

057c001

Nasz kamping z wiatrakami w tle.

057a049

057b015

057b016

Ostatnie fotki z naszego kampingu.

057a050

057a052

057a051

Mgła była jeszcze gorsza niż pierwszej nocy. Właściwie była tak gęsta, że nocą ledwo było widać jakiekolwiek gwiazdy. Trzeci dzień to już tylko poranny powrót do punktu wyjścia. Po powrocie poszliśmy do restauracji, zjeść normalny hinduski obiad, czyli jakieś curry, a nie pustynne jedzenie. Wieczorem mnie ścięło. Coś wywołało reakcję zwrotną. Może coś z pustyni, może z restauracji. Nocka wymiotna, Ania zabiera mnie do szpitala, gdzie udaje się po 15 minutach odnaleźć dokotora i pakują we mnie kroplówkę, i przepisują jakieś niedziałające tabletki. Dzień stracony. Żołądek na 2 dzień dochodzi do siebie. Żegnamy się z Jaisalmerem. Złe wspomnienia pozostają. Safari lepiej sobie zrobić, gdzieś u Arabów, np. w Maroku. Tak sobie myślę, choć nie robiłem. Tutejszej pustyni nie polecamy. Choć podobno w sezonie jest lepiej… podobno….

Ania była przeziębiona w Jaipurze, ja zatrułem się w Jaisalmerze. Nasze organizmy i rozumy mowią dość Indiom. Zmieniamy plany. Pierwotnie mieliśmy jechać jeszcze do Udaipur, i do Mumbaju. Mamy dość – pakujemy się w samolot i lecimy do Goa. Ostatni przystanek w Indiach. Przystanek, który pozwoli nam odpocząć i naładować baterie.

2 komentarze

  1. Zdecydowanie moimi faworytami w tym poście są: drugie zdjęcie, z bajzlem na pierwszym planie przed fortem (uwielbiam takie zestawienie majestatyczności zabytku z chaosem współczesności) oraz zdjęcie szóste w kolejności, z gołębiami. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *