Brisbane -> Sydney Morza i Silnika Szum

Oto nasza ‘rakieta’ na najbliższe kilka dni.

063a013

Odbieramy w Brisbane kampera z firmy JUCY, i będziemy relokować go do Sydney. Jeśli nie słyszeliście o relokacja, to śpieszę z wyjaśnieniem. Ludzie wypożyczają auta masowo w puncie A i jadą do punktu B, a nikt nie chce jechać z B do A. Trzeba wtedy odwieźć te auta z powrotem do punktu A, więc zamiast zatrudniać kierowce i płacić pełną stawkę, firma rzuca ogłoszenie w Sieci, i znajdują się podróżnicy jak my, którzy chętnie to auto odwiozą. Płacąc 1 dolara za dzień, kamper będzie naszym domem na kółkach przez najbliższe dni.

Pierwszy przystanek Byron Bay. Sławna, turystyczna miejscówka. Zbyt sławna, zbyt oblegana. Na polskie, czy europejskie standardy to na zdjęcie poniżej może być prawie pusta plaża, ale na tutejsze, australijskie to jest zapchana. Jest tu w czym przebierać, plaże ciągną się kilometrami, a są i ładniejsze plaże. Jedziemy dalej.

063a001

Możliwość przemieszczania się kamperem daje nam wreszcie szansę spotkania australijskich stworków na żywo. Tam na górze, między konarami, śpi koala. Niestety nie chciał zejść, zapozować.

063a019

Dzikie, no powiedzmy, pół-dzikie, kangury

063a003

063a004

063a005

Chwasty ładne i żółte.

063b001

063b005

Nie mogło być inaczej. Pogoda nam się psuje. Choć nie pada, to ciężkie chmury zdają się czekać tylko na swoją okazję.

063b002

063b003

063b004

Pierwszy kamping upływa nam pod hasłem walki z komarami. Nikt nigdy nic nie mówi o komarach! W folderach reklamowych zawsze uśmiechnięci ludzie. Zajeżdzasz na miejsce i musisz walczyć o życie z tymi wstrętnymi insektami.

Kolejny przystanek Yamba, gdzie ktoś wybetonował basen w morzu.

063a007

063a008

063a010

063a011

I to się nazywa dobra plaża. W przeciwieństwie do Bayron Bay, możnaby się tu nawet kąpać na golasa, bo ludzi można na palcach jednej ręki policzyć.

063a014

063a016

063a017

063a018

Cała trasa przebiega wzdłuż oceanu, i cała podróż polega na zatrzymywaniu się na plażach. Po kilku człowiek staje się wybredny. Która na tyle ładna, że warto się zatrzymać? Ta poniżej na pewno.

063a020

063a021

063a022

063a023

063a024

063a025

 

063a027

063a030

063a031

063a028

063a029

063a032

I jeszcze jedna.

063a033

Okazało się, że JUCY relokuje więcej aut do Sydney. Jedno z nich odebrała para z Polski, z którymi tu i ówdzie się umawialiśmy się na plażowanie, czy lunch. Pamiątkowe zdjęcie naszych kamperów i nas przy posiłku.

063a034

063a035

Czas szybko płynie. Nawet za szybko. Te kilka dni to mało, żeby w pełni nacieszyć się tą trasą. Odkrywamy największą wadę relokacji. Bo choć kamper jest fajny, i płacimy tylko dolara za dzień, te ograniczony czas, sprawia, że nie można się swodobnie rozkoszować plażowaniem. W głowie ciągle kręci się myśl, że trzeba dojechać każdego dnia bliżej celu. Na dłuższy pobyt w Australii lepiej by wyszło kupno auta. Człek uczy się na błędach. Mimo wszystko było fajnie, miło było poplażować na tych wszystkich plażach. Po pięciu dniach dojeżdzamy znów do metropolii – Sydney, największego miasta Australii. Oddajemy auto, spotykamy po raz ostatni Anię i Grześka z drugiego kampera, meldujemy się w hostelu, i rzucamy się w wir miejskiego życia. W kolejnym wpisie.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *