Auckland Pożegnanie z Mordorami i Antypodami

To już ostatni nasz kamping w Nowej Zelandii. Nocujemy zaraz przy Hobbitonie, widoki mamy zacne do kolacji.

078a001

078a002

Hobbiton, tu nie wypada chodzić w butach, nie?

078c001

Nasza Mazda. Nasz ostatni nocleg w aucie. Jeśli jesteście zainteresowani jak się śpi w 7miejscowym aucie, to właśnie tak. Trochę żonglerki siedzeniami, bagażami i naszym dobytkiem przed spaniem. Po paru tygodniach ma się wprawę i zajmuje to raptem 2-3 minuty. Najgorsze noclegi to te z komarami i muszkami. Człowiek ma do wyboru: spać z zamkniętymi oknami i dusić się i parować na szybach, albo otworzyć okno i ryzykować życie, będąc kąsanym przez cholerne insekty. Nowa Zelandia pełna jest diabelskich stworzeń.

078b005

078b003

078b001

Jak widać nie jesteśmy sami na kampingu. Choć mało popularny (właściwie to farmer udostępnia kawałek łąki), to i tutaj dotarły kampery. Chyba sami Niemcy tym razem. Co ciekawe, czasem można spotkać naszych rodaków, choć nie za często. Przeważają zachodnioeuropejczycy. Głównie młodzi Niemcy, po szkole średniej, którzy robią sobie rok przerwy, nim zdecydują co dalej robić w życiu. Skąd młode Niemki, z mlekiem pod nosem, mają kasę na kampera za kilka tysięcy dolarów i wakacje w tym kraju, pozostanie dla mnie tajemnicą, ale coś mi się zdaje, że nierówności w Europie mają się dobrze. Którego dzieciaka z Polski stać na taki wyjazd? Z innych spostrzeżeń, to ci Niemcy zawsze mają klasyczne, białe, germańskie twarze. Coś mi się zdaje, że nierówności dla imigrantów, ich potomków, i rodzimych mieszkańców zachodniej Europy, też mają się dobrze. Powodzenia w budowaniu tego waszego ładu społecznego.

078b004

Odstawiamy politykę. Dolewamy płynu do wspomagania kierownicy. Jeden ze niepokojących odgłosów spod maski ustaje. Słychać coś jeszcze innego. Stosujemy starą metodę: podkręcamy muzykę na maksa i jedziemy dalej niczym się nie przejmując. Nie pomaga. Okazuje się, że to klima świsty wydaje i ostatniego dnia umiera na naszych uszach. Wyłączamy klimę, otwieramy okna, podkręcamy muzę. Dojeżdżamy w jednym kawałku do Auckland, choć ze zmarłą klimatyzacją.

Pucujemy nasze auto, a następnego dnia rano, tj. ok dziewiątej, jedziemy na giełdę samochodową. Ustawiają nas w rządku kamperów. Jak na złość tuż obok Niemki z odpicowanym autem. Ma łóżko, miejsce na bagaż, wysuwaną kuchenkę, i nawet drewniane półeczki na wszystkie przybory kuchenne i przyprawy. Wszystkie kampery, prawdę mówiąc prezentują się lepiej od naszej Mazdy. Siedzimy, nic się nie dzieje. Głupkowato się tylko uśmiechają na widok naszego auta, ci wszyscy młodzi zachodnioeuropejczycy. No to siedzimy. Nic się nie dzieje, aż tu nagle, gdy giełda nieomal dobiega końca, pojawia się znikąd rodzina z Tonga. Oglądają, pytają, biorą na jazdę próbną. I decydują się kupić, i zabrać do Tonga! Nasza Mazda rusza na zasłużoną emeryturę. My zostajemy z kopertą pełną dolarów nowozelandzkich, bananami na ustach, i niedowierzaniem temu co się stało. Absolutnie nikt nie chciał cały dzień oglądać naszego auta. Bach! Spod ziemi wrasta tajemnicza tongańska rodzina i kupuje od nas auto. Sauron się do nas uśmiechnął z niebios.

Auto sprzedane pierwszego dnia, więc mamy czas na relaks, planowanie dalszej podróży i zwiedzanie miasta. Auckland, jak i wszystkie pozostałe miasta Nowej Zelandii, to ubogi krewny metropolii zachodnich. Nic specjalnego tu nie ma. Nie przekonuje nas do siebie, tak więc po jednym dniu odpuszczamy.

079a002

079a003

079a004

Giapo to, podobno, najlepsza lodziarnia w mieście. Taka, że lodów nie pokazują, a każą ci wybierać degustując wszystkie smaki. 25 dolców za jednego loda w deluxe wafelku, to jednak jest dość mocna cena za mieszankę cukru z wodą. Zarobiliśmy na sprzedaży Mazdy jakieś ekstra 100 dolców, więc świętujemy.

079b002

079b003

079b004

079b005

Zatrzymujemy się, korzystając z couchserfingu, u Nicka. Nick pracuje w branży lodziarskiej, dostarczając i serwisując maszyny do robienia lodów, i to on “sprzedaje” nam namiary na lodziarnię Giapo. Mieszkanie ma za miastem, po sprzedaży auta, krótkim zwiedzaniu, czas spędzamy na relaksie, gotowaniu, piciu piwa, i pogawędkach z Nickiem. No i zabawach z jego śmiesznym kotem, o konkretnym imieniu – Puss. Dzięki za wszystko, Nick! 🙂

079b001

079b007

079b006

Czas szybko płynie. Nadchodzi dzień wylotu z Nowej Zelandii. Nick odwozi nas na lotnisko. Żegnamy się obiecując spotkanie w Europie i lecimy. Samolot transportuje nas ponownie do Brisbane. Ponownie zatrzymujemy się u Grażyny i Romana, którzy zabierają nas na wycieczkę w górki, gdzie rosną dziwaczne, iglaste drzewa – Banja. Wielkie pnie mają i wyglądają jak obrośnięte na zielono stożki. I gigantyczne szyszki z nich spadają, wielkości małego arbuza. Śmierć na miejscu taką szyszką dostać w głowę. Kangury strachu nie mają i siedzą wszędzie pod drzewami.

079d011

079c007

079c008

079c003

079c002

Chatka, w której się zatrzymujemy.

079c006

079d003

Z karmnikiem ta chatka. Kolejne kilka zdjęć dla fanów ornitologii.

079c013

079c004

079c005

079c001

079d005

079d001

I jeszcze z działu botanicznego. Drzewo z trawą w konarach. Nazwy nie pamiętam.

079c010

079c011

079d007

079d006

W górach chłód, więc rozpalamy piec.

079d012

079d014

Pora na dobranoc. Wracamy do Brisbane, gdzie czeka nas kolejny lot. Żegnamy Grażynę i Romana, żegnamy Mordory i Antypody. To było intensywne kilka tygodni, zarówno w Australii, jak i Nowej Zelandii. Tyle się tych wpisów narobiło, że myślałem, iż do końca nie dobrniemy. Ale jesteśmy. Koniec Antypodów. Ruszamy dalej. Kolejny obrany cel – Azja południowo-wschodnia. Zaczynamy od Singapuru. Bo tam mamy najańszy lot. Lecimy.

3 komentarze

  1. Samochodu żal, lody wyglądają bosko i wiecie co? Widać już po Was podróż – ubrania coraz bardziej schodzone, Ania opalona niesamowicie i ten charakterystyczny błysk w oczach 😀

    • Karmnik dużo pomaga. W normalnych okolicznościach to nawet nie próbuje focić ptaków. Za szybkie i za daleko na sprzęt jaki noszę ze sobą. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *