Koh Tao Ao.. oh.. Paradise Lost

Godzina 5 rano, a może 7. Bez znaczenia. W horrorach godziny się nie podaje. Zmęczeni, niewyspani wylewamy się razem z tłumem turystów z autobusu, który dowiózł nas na to pustkowie, jeszcze przed wschodem Słońca. Praktycznie nic tu nie ma poza pomostem i paroma knajpkami, sklepikami. A jakże. W turystycznej Tajlandii wszystko przygotowe dla turystów wylanych z busa. Po całnocnej jeździe, człowiekowi i tak nie chce się zerkać na to co tam można kupić. Bierzmy jakieś tanie żarło. Co my robimy na tym nadbrzeżu zapytacie. Probójemy dostać się do raju. Tym razem najtańszą opcją podróży był łączony bilet na bus i prom firmy Lomprayah. Jesteśmy na nadbrzeżu. Zmierzamy na Koh Tao.

083a001

083a002

Prom wygląda dobrze z zewnątrz. W środku znać intensywne użytkowanie. Nie będziemy jednak długo na pokładzie, więc nie narzekamy. Poza tym jesteśmy w stanie półuśpienia, półodurzenia nocną jazdą, i płyniemy na Koh Tao, jedną z rajskich wysp Tajlandii. Trzeba się cieszyć, nie?

Już na miejscu okazuje się, że rajska to ona kiedyś była. Dzisiaj napakowana pod kurek białymi turystami, hotelikami, knajpami, pubami, nocnymi imprezami, i wszechobecnymi, bzyczącymi naokoło, męczącymy uszy skuterkami. Praktycznie całe nadbrzeże jest zabudowane, a jedynie podczas odpływu pokazują się skrawki piasku, gdzie można poleżakować. Tyle, że podczas tego uroczego leżakowania, istnieje duże prawdopodobieństwo, że ludzie będą nam łazić nad głową. Albo i po głowie, bo sporo spaceruje ‘pod wpływem’.

083a003

083a004

Noclegi nad morzem, gdzie bębni całą noc muzyka z knajpek, pijani backpack’erzy pokrzykują nad ranem, to nie był najlepszy nasz pomysł. Zwłaszcza, że przechodzimy do celu naszego pobytu. Koh Tao uchodzi za mekkę nurkowania. Wszędzie piszą, że to najlepsze i najtańsze miejsce na wyrobienie certyfikatu nurkowania, i my, trochę bez zastanowienia, zapisujemy się na kurs. Można było sobie wziąść tzw. ‘fun dive’, ale kto by pomyślał. My od razu na kurs się zapisujemy. Można się było domyślić, że skoro kurs, to nurkowania dla frajdy będzie niewiele, a więcej poważnej nauki zachowania pod wodą i obsługi sprzętu. Nici z oglądania rybek zdaje się. Dajemy jednak jakoś radę. Uczymy się tego całego odkręcania zaworków, sprawdzania sprzętu, gubienia maski, czy rurki, i oddychania wodą pod wodą, etc. Przeżywamy te szkolne nurkowania, a ostatniego dnia możemy wreszcie cieszyć oko oglądając podwodne stworki, choć Posjedon nad nami nie czuwa, i żaden rekin wielorybi, płaszczki, czy olbrzymie żółwie się nie trafiają. No, ale mamy certyfikat, choć jeszcze nie wiemy, czy kiedykolwiek w życiu będziemy ponownie nurkować. Ekipa nurkująca na zdjęciu: 2 polaki, 2 tuńczyki… tfu…. duńczyki.

083b001

Ekipa nurkująca i instruktor też nurkujący.

083b002

Ania znalazła nowego, wielce rozmownego przyjaciela. Ze mną już nie chce gadać.

083b003

Oblewamy zdobycie certyfikatu. Tajskie piwo Chang i tajska jajecznica, i też tajskie, zielone curry.

083b004

083b005

Myśleliśmy zostać na Koh Tao kilka dni dodatkowych, z zamiarem odpoczęcia, poplażowania. Myśleliśmy, dopóki nie zobaczyliśmy, jak też wyspa AD2016 wygląda na co dzień. Pełna białasów, nocnego, imprezowego życia, podobać się będzie raczej 20latkom z zachodnich krajów na szalonych wczasach, i nie brakuje tutaj takich. Oj nie brakuje. Mogło być pięknie, gdyby Tajowie nastawili się na inną klientelę. No cóż, gdzieś ta młodzież musi szaleć. Padło na Tajlandię. Może i lepiej, że tutaj ta młodzież lata, a stare pryki jak my mogą latać na Majorkę i cieszyć oko górkami nad morzem i śródziemnomorskim klimatem. Pasuje nam ten układ, choć szkoda, że musieliśmy przekonać się o tym na własnej skórze. Koh Tao to podobno najspokojniesza z wysp Koh. Wolimy nawet nie sprawdzać, jak wyglądają pozostałe, gdzie stoją duże hotele i odbywają się Full Moon Party. Bierzemy certyfikat, choć  tylko wirtualnie, bo przysłany zostaje na maila, i pakujemy się w prom powrotny. Dla nas Koh Tao to raj utracony. Dla młodych ludzi zapewne raj odzyskany.

083a005

083a006

083a007

Po raz trzeci meldujemy się w Bangkoku. Tym razem nawet nie zwiedzamy. Odpoczywamy po Koh Tao, planujemy dalsze kroki. Nasza podróż biegnie dalej. Bangkok ma chyba największą siatkę tanich lotów w okolicy. Bierzemy jeden z listy, zmieniamy otoczenie i skaczemy do kolejnego kraju. Lecimy do Siem Reap. Nazwa, która pewnie nic wam nie mówi. Nam w każdym razie nic nie mówiła. Warta zapamiętania, jak ktoś się wybiera w te strony, bo to okazuje się, że Siem Reap to najbliższe miasteczko, i baza wypadowa do ruin świątyń Angkor Wat. Tą nazwę powinniście już znać, bo to jeden z cudów Świata. Lecimy.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *