Angkor Wat Kamyki Porozrzucane Świątynie

Jezusicku, kolejny kraj na naszej liście! Docieramy do Kambodży. OK, trochę oszukujemy. Nie pchamy się przez lądowe przejście graniczne, jak nakazywałby rozum i dawne przekonania, postanowienia sprzed roku. Azja kusi niskobudżetowymi przelotami i zniechęca powolnym, niewygodnym transportem kołowo-szynowym. Bierzemy więc kolejny tani lot i lądujemy wprost w sercu tego kraju, w centralnym punkcie wycieczkowym, w Siem Reap. Nawet celnicy są mili tutaj, płacimy za wizę, wbijają pieczątkę, wszyscy się cieszą. Na zewnątrz czeka na nas riksza z hotelu. Ucieszony pan rikszarz. Niesamowite. Jedziemy, mijamy kolejne wielgachne, kilkupiętrowe, wycieczkowe hotele. Wszystko piękne, błyszczące, z basenami, ogrodami, blingbling, na bogato. Oj na bogato. Wszystko w wielkim kontraście do domów i życia tubylców, bo Kambodża to najbiedniejszy, i chyba najbardziej boleśnie doświadczony kraj Azji. Popatrzmy. Siem Reap, czyli poniekąd przegląd Kambodży w pigułce AD 2016.

084b001

084b002

084b003

Doją tu białych na dużą skalę. Wróżbita podczas akcji ‘daj piątaka’.

084b004

084b005

084b006

084b008

084b009

Co my robimy w Siem Reap? Odwiedzamy Angkor Wat. Ta nazwa może być wam bliższa. Nam jest. Angkor Wat to jeden z cudów naszego Świata. Żeby nie było – na oficjalnej liście. Hinduska świątynia, a właściwie kompleks starożytnych budowli zbudowanych, jakoś 1000 lat temu, przez dawną cywilizację Khmerów. Dzisiaj ostała się ruina otoczona fosą. Las zabiera co jego.

084b013

084b014

084b015

Zamiatamy, goście jadą!

084b010

084b012

084a001

Przed główną bramą widać, że w Kambodży, która wielkim krajem nie jest, nie ma innego miejsca, które odwiedzaliby turyści. Byłeś w Kambodży? Musiałeś być w Angkor Wat. Ilość turystów, tak jak wcześniej ilość pobudowanych hoteli, jest rozbrajająca. Całe Siem Reap istnieje tylko i wyłącznie dla turystów. Bez świątyń, nie byłoby turystów. Bez turystów, nie byłoby tutaj nic poza dżunglą. Z kilkoma zatopionymi w drzewach starożytnymi budowlami.

084a002

084a003

084a004

Angkor Wat. Budzimy się wcześnie rano oglądać świątynię przed wschodem. Jak dojeżdzamy na plac przed świątynią, a my najwcześniej nie wstajemy, tłum jest już tak gęsty, i ilość sprzedawców kawy, przekąsek, pocztówek i wszelkiego innego badziewia, jest tak przytłaczająca, że po pyknięciu jednego zdjęcia uciekamy szybkim krokiem.

084a005

Idziemy do ‘środka’, tj. na teren świątyni. Tłum czeka na piersze promienie Słońca. Mamy ruiny dla siebie. Super uczucie, przechadzać się w ciszy, korytarzami 1000 letniej budowli.

084a006

084a007

Robi się jaśniej to i pojawiają się ludzie.

084a008

084a009

084a010

084a011

Robi się jeszcze jaśniej. To i pojawiają się małpki. Świątynia schodzi na drugi plan. Ludzie otaczają małpki, ludzie kradną im dusze swoimi fotografiami. Ludzie są źli.

084a013

084a012

084a014

084a015

084a016

084a017

Angkor Wat zaliczony, ale to nie koniec. Cały kompleks świątyń to porażające rozmiarem dzieło i zarazem pomnik ludzkiego szaleństwa. W takiej dżungli, w 12 wieku, ktoś potrafił zmusić tysiące ludzi do stawiania tak absurdalnych, monumentalnych budowli. Kompleks tak wielki, że ‘z buta’ nie damy rady go odwiedzić. Niektórzy biorą rower i pedałują od świątyni do świątyni (polecamy Damianowego blogaska: marzenianakoncuswiata.pl) ~_^ , my jesteśmy zbyt leniwi, i z rowerami aż tak się nie lubimy, zawsze nam nogawki wchodzą w łańcuchy, więc pakujemy się w tuktuka hotelowego, i tak objeżdzamy teren.

084c001

Dużo świątyń jest nieciekawych, dużo w stanie rozkładu na poziomie, z którego już ratunku nie ma. Są jednak takie, które cieszą oko i wśród których miło się biega z aparatem. Na przykład taka potocznie zwana ‘Tomb Raider’.

084c002

084c004

084c003

084c005

084c006

084c007

084c008

084c009

084c010

Jedziemy dalej. Jedna z bram do kompleksu świątyń.

084c014

I kolejne świątynie. A jakże.

084c013

084c012

084c016

I kolejny turyści. A jakże.

084c017

 

084c018

084c020

A tutaj jest leżący hinduski bóg, albo Budda. Ktoś leży i wygląda jak pikslowa postać.

084c021

Nasza ulubiona, i moim zdaniem najfajniejsza, świątynia to Bayron, gdzie wyrzeźbiono dzizesiątki potężnych uśmiechniętych twarzy bóstwa. Zrobiła na nas takie wrażenie, że kolejnego dnia kazaliśmy się tam ponownie wieść z rana, żeby mieć fotki bez turystów, którzy jak wiadomo, o takiej porze czekają, a właściwie marnują czas czekając na świt przy Angkor Wat. Oni sobie czekają, a my śmig śmig tuktukiem i mamy Bayrona dla siebie. Na miejscu zastaliśmy tylko kilka gąsek i pana ochroniarza, który rzekł, że wejść na teren świątyni można dopiero od 9. Może liczył, że dostanie łapówkę, czy co? My nie kumaci. Świątynia duża, ogrodzenia nie ma, a ochroniarz jeden. Odeszliśmy na bok, tak by zniknąć mu z oczu, i myk, myk, schodkami na górę.

084c025

084c026

084c027

084c028

084c029

084c030

084c031

084c034

084c023

084x002

Wyjazdowa brama. Może. Bez różnicy. Bramy takie same. Świątynie takie same. Trzeciego dnia ich oglądania wszystko zlewa się w jedno. Musimy się ewakuować.

084c032

084c033

Angkor Wat robi wrażenie, głównie skalą 12 wiecznego szaleństwa, jakiegoś lokalnego watażki. Takie przypomnienie, że wszystko co materialne przemija, i że khamerski król mógł lepiej te życia niewolników/robotników spożytkować, bo i tak wszystko mu się obróciło w ruinę. Angkor Wat to nasz jedyny przystanek w Kambodży i ostatni w Azji południowowschodniej. Od początku nastawiliśmy się na ekspresowy pobyt. Trochę za sprawą wspomnienia pobytu w Indiach, trochę z relacji Damiana, trochę z chęci zobaczenia innych rejonów Świata. Choć przyznać muszę, że niepotrzebnie się martwiliśmy. Azja Płd-Wsch żyje z turystów, i w takich miejscach jak Siem Reap, wszystko jest zorganizowane, by zapewnić wygodę i przyjemność pobytu dla odwiedzających. W zamian za $$$, oczywiście. Tak, czy owak, raz podjętej decyzji się trzymamy. Bierzemy kolejny lot. Kolejny skok na naszej mapie. Lecimy do Hong Kongu. Do zobaczenia.

2 komentarze

  1. Ale to ja nie rozumiem, tlumy ludzi zjezdzaja sie przed wschodem slonca… i co robia? Nie wchodza na teren swiatynny?
    Pytam dlatego, ze po Turcji spodobalo nam sie sprytne obchodzenie systemu i zwiedzanie bez niepotrzebnego morza ludzików 😛

    • Tak. Jak w każdym punkcie, który jest określany jako super na wschód Słońca, ludzie czekają aż nasza wspaniała gwiazda będzie im wypalać oczy. Głupota totalna. Na terenie świątyni nie ma w tym czasie nikogo. Ma się na spokojne zwiedzanie jakieś 30-60minut. Polecamy! ^_^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *