Guangzhou China Big Time

Hongkongowskie metro dowozi nas pod granicę, której być nie powinno, a wciąż jest. Przejście graniczne w Shenzen, przekraczane, dzień w dzień, przez setki chińskich pracowników. Coż za widok! To chyba najbardziej ruchliwe przejście graniczne na Świecie. I my ‘płyniemy’ z tą rzeką ludzi do bramek, do kontroli paszportowej.  Dostajemy pieczątkę w paszport i teraz już możemy powiedzieć, że jesteśmy w prawdziwych Chinach. Choć Hong Kong oficjalnie należy już od 1997 do Chin, to dość szybko można poczuć różnicę między pobytem w tej byłej kolonii brytyjskiej, a prawdziwym chińskim miastem. W Hong Kongu czuć ducha ‘zachodniego Świata’, pełno turystów, markowych sklepów, aut, wszędzie można się porozumieć po angielsku. Można powiedzieć brytyjskie miasto ze skośnookimi twarzami. Guangzhou to już inny Świat. Tu kończy się nasz Świat, zaczyna zupełnie odmienny stan. Guangzhou to nasz pierwszy przystanek na teretorium Chin. Tutaj wszystko jest inne niż w Hong Kongu, tylko twarze pozostały skośnookie.

086e001

086e003

Ania radosna, bo jeszcze nie wie co ją czeka.

086d001

Guangzhou wita nas kompletnym załamaniem pogody. Pada i robi się tak chłodno, że musimy wygrzebać kurtki i czapki z dna plecaków. Przekroczenie granicy to stąpnięcie w inny Świat. Nie tylko pogoda będzie dla nas inna. Na ulicach już nie spotyka się białego człowieka, wszystkie banery tylko po chińsku, sprzedawcy stoją przed sklepem, i klaskają, i krzyczą do mikrofonów, próbując ściągnąc potencjalnych klientów. Ostatni raz tyle pojazdów policyjnych widziałem w Rosji. Zdaje się, że i tutaj trzeba pokazać ludziom, kto rządzi i twardą ręką trzymać za mordy. Nikt nie mówi po angielsku, nawet w hostelu obsługa ledwo duka parę słów. Czujemy się dziwnie, wyobcowani w tym nowym Świecie, pełnym Chińczyków.

086c003

086c004

Ostoja, pomnik ‘zachodniego’ Świata – MacDonald.

086c005

086c006

086c007

086c008

086c009

Guangzhou będzie chyba najbardziej aturystycznym miejscem, jakie kiedykolwiek odwiedziliśmy. Żadnej informacji turystycznej, żadnej pomocy, niewiele też do zwiedzania. Skoro jednak już tu jesteśmy wypada zerknąć co tu mają. Oczywiście świątynie. W Azji do zwiedzania są głównie świątynie. I tutaj nic się nie zmieniło. Wszelkie inne budynki duch czasu pochłonął, jedynie kościoły ludzie boją się wyburzać. Ileśtam dekad komunizmu i ateizacji społeczeństwa, znów nasuwa się porównanie do Rosji, nie dało rady, i religie trzymają się mocno. W Rosji prawosławie, w Chinach buddyzm ma się dobrze. Złotych, wypolerowanychh Buddów nie brakuje.

086b001

086b002

086b003

086b004

Kraj mandarynek, gdzie mówią po mandaryńsku! 😉 Co ciekawe, małe mandarynki mandaryńczycy, tj. Chińczycy jedzą ze skórkami. Ohyda.

086b006

Kiedyś bożkom owieczki składano w ofierze. Dzisiaj zafoliowane zupki chińskie. Taniej, łatwiej i ze dwa lata postoją takie zupki.

086b007

086b008

086b009

Wypada do modlitwy zapalić kadzidełko. Okazja do zarobku dla okolicznych właścicieli sklepików. Typowe stoisko z kadzidłami, przypomina trochę polskie stoisko z petardami na Sylwestra. Do wyboru, do koloru.

086b010

I jeszcze jedna świątynia.

086b013

086b014

086b015

086b012

086b016

Instrukcja obsługi metra dla opornych.

086c001

Napisy w metrze to chyba jedyne miejsce, gdzie coś jest tłumaczone na angielski. Co ciekawe to naprawdę ładnie zrobione, i mapki 3D to najlepsze mapki, jakie spotkaliśmy w jakimkolwiek metrze na naszym globie.

086c002

Największe zaskoczenie w ‘prawdziwych’ Chinach, to prawdziwa chińska kuchnia. Jeśli byliście kiedykolwiek w chińskiej restauracji, to zapewniam was, że co u nas serwują, nic, a nic nie ma wspólnego z chińskimi kulinariami. Tu się je wszystko i niewybrednie. Pisząc wszystko, mam na myśli wszystko. Kurę kroi się razem z kościami, chrząstkami, i tak podaje na talerz. Nasze flaczki mogą wyglądać nieprzyjemnie. Tutaj są stoiska, gdzie flaki i inne części krowy, świni, pływają w wywarach i można sobie jak fastfood zamówić. Tutaj nic nie smakuje normalnie. Tutaj nawet nic nie pachnie normalnie. Tutaj czasem nas mdli, gdy przechodzimy koło garkuchni. Ciężki nasz los.

Dziwaczne kiełbaski a’la ‘nie pytaj z czego to robimy’, smarowane czili.

086a005

Maszyna do opiekania czegokolwiek.

086a006

Kukurydza maczana w czymś, polewana czymś.

086a007

Kwiatowa herbata – jedyna dobra rzecz podczas naszych pierwszych dni.

086a001

Resturacyjne posiłki. Ziemniaki na parze (czyt. praktycznie surowe) z czili, kurze części, gdzie więcej kości i skóry niż mięsa, w sosie niewiadomo jakim. Szał.

086a002

Pulpety a’la ‘nie dam się ugryźć’ i Ania badająca jakość swoich zębów i siłę szczęki.

086a003

086a004

Guangzhou to ciężki start dla nas, ale nie w takich miejscach bywaliśmy. Całe szczęście super szybki rozwój Chin, sprawia, że inwestycje w infrastrukturę idą to na dużą skalę i pełno tu szybkich pociąg. Pakujemy się w taki szybki pociąg, i szybko się ewakuujemy. Jedziemy do Guilin. Jedzenie nadal będzie kiepski, ale przynajmniej widoki zacne. Do zobaczenia.

5 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *